Kielce rozwijały się na kredyt, ale – jak przekonuje były prezydent Wojciech Lubawski – za pożyczonymi pieniędzmi szły miliardowe inwestycje, środki unijne i rządowe oraz regularna kontrola kondycji finansowej miasta. Dziś były włodarz z dużym niepokojem patrzy na plany obecnych władz dotyczące kredytu konsolidacyjnego. I choć przyznaje, że Agata Wojda odziedziczyła po poprzedniku „finansowy Armagedon”, krytykuje brak zewnętrznej oceny ryzyka przed kolejnymi poważnymi decyzjami finansowymi.
Wojciech Lubawski, który kierował Kielcami przez 16 lat, w rozmowie z „eM Kielce” wrócił do jednego z najczęściej stawianych mu zarzutów – zadłużenia miasta. Gdy obejmował urząd w 2002 roku, dług wynosił 150 mln zł. Kiedy odchodził, było to 850 mln zł.
Były prezydent nie ucieka od tych liczb. Przekonuje jednak, że kluczowe jest to, co Kielce otrzymały w zamian.
Gdy w 2002 roku zostałem prezydentem, przejąłem od prezydenta Włodzimierza Stępnia 150 mln zł długu. Po 16 latach urósł on do 850 mln zł. Te 700 mln zł różnicy zostało wykorzystane właśnie na inwestycje. Łącznie kosztowały one ponad 4 mld zł
– mówi Lubawski.
Jak wylicza, poza 700 mln zł z kredytów było to 600 mln zł z nadwyżek budżetowych, 1,1 mld zł ze środków przedakcesyjnych i unijnych, 700 mln zł z funduszy centralnych oraz 900 mln zł z zysków spółek miejskich.
„Po prostu inwestowaliśmy”
Lista inwestycji z tamtych lat rzeczywiście mocno zmieniła układ komunikacyjny Kielc. Lubawski przypomina m.in. przebudowę Jesionowej, estakadę nad Radomską, budowę ul. Świętokrzyskiej w kierunku Cedzyny, ul. Gosiewskiego czy przebudowę Ściegiennego.
Za swój największy sukces uważa jednak stadion Korony. Obiekt powstał w czasach, gdy budowa nowoczesnych stadionów piłkarskich w Polsce dopiero miała nabrać rozpędu.
Lubawski wskazuje też na mechanizm, który – jego zdaniem – pozwalał Kielcom skutecznie sięgać po pieniądze zewnętrzne. Miasto przygotowywało dokumentację inwestycji jeszcze zanim pojawiały się konkretne konkursy czy możliwości finansowania.
Zdarzało się, że półki z projektami uginały się, a te dokumenty po prostu czekały na swój czas. I taki czas przychodził. Wtedy dzwonili do mnie urzędnicy z Warszawy i proponowali, że jeżeli wykonamy inwestycję na przykład do końca przyszłego roku, to przekażą nam potrzebne pieniądze
– wspomina.
Według byłego prezydenta Kielce miały jeszcze jeden atut: opinię miasta, które jest w stanie przygotowaną inwestycję rzeczywiście doprowadzić do końca w wymaganym terminie.
Lubawski ostrzega przed nowym kredytem
Znacznie bardziej krytycznie były prezydent ocenia sytuację finansową miasta po zakończeniu swojej kadencji. O Bogdanie Wencie mówi wprost, że zakończył rządy, „niemal podwajając dług miasta, a przy tym niewiele inwestując”.
Obecnej prezydent Agaty Wojdy nie obarcza odpowiedzialnością za całą sytuację. Przeciwnie – zaznacza, że odziedziczyła po poprzedniku „finansowy Armagedon”. Nie oznacza to jednak, że akceptuje sposób, w jaki obecne władze próbują sobie z nim poradzić.
Najwięcej wątpliwości budzi planowany kredyt konsolidacyjny. Lubawski zaznacza, że gdyby pieniądze służyły wyłącznie zastąpieniu dotychczasowych, droższych zobowiązań korzystniejszym finansowaniem, poparłby takie rozwiązanie. Inaczej patrzy na możliwość wykorzystania części kredytu do finansowania kolejnych remontów i inwestycji.
Jeśli jednak duża część kredytu ma zostać przeznaczona na inwestycje i remonty, to już pojawiają się wątpliwości, gdyż ta część będzie dodatkowo obciążać budżet miasta. A to żadna tajemnica, że obsługa długu już dziś jest zabójcza
– ocenia.
I właśnie w tym miejscu były prezydent formułuje najmocniejszy zarzut wobec obecnych władz.
Dziwię się władzom miasta, że nie zleciły wiarygodnej firmie ratingowej oceny tych planów. Brak wiedzy o konsekwencjach takich decyzji, może zakończyć się tragicznie dla Kielc
– ostrzega Lubawski.
„Przez całe 16 lat nasze finanse kontrolował Fitch”
Były prezydent zestawia to z praktyką stosowaną podczas jego kadencji. Jak przypomina, kondycja finansowa Kielc była dwa razy w roku oceniana przez agencję Fitch.
Po każdej takiej kontroli otrzymywaliśmy wysoką, pozytywną ocenę. Bardzo istotne było również to, że zawsze udzielano nam odpowiednich rekomendacji. Dzięki temu wiedzieliśmy, co mamy dalej robić z finansami
– podkreśla.
Za błąd uważa decyzję podjętą już za czasów Bogdana Wenty o zakończeniu współpracy z agencją ratingową.
Z rozmowy z Lubawskim wyłania się więc wyraźny spór o filozofię zarządzania miastem. Były prezydent nie twierdzi, że sam kredyt jest czymś złym – jego Kielce również mocno się zadłużały. Przekonuje jednak, że dług powinien być narzędziem służącym rozwojowi, wspartym przygotowanymi wcześniej projektami, pozyskiwaniem zewnętrznych pieniędzy i stałą kontrolą możliwości finansowych samorządu.
Dziś, gdy miasto ponownie stoi przed dużymi decyzjami kredytowymi, Lubawski oczekuje od władz właśnie takiego zabezpieczenia. I ostrzega, że przy obecnym poziomie obciążeń margines na kosztowny błąd jest znacznie mniejszy niż przed laty.
Robert Kamiński

