Siedem meczów bez porażki, zwycięstwo we Wrocławiu i coraz lepsze nastroje wokół Korony. We wtorkowy wieczór tę serię zatrzymał jednak lider Ekstraklasy. Górnik Zabrze wygrał na EXBUD Arenie 2:0, a oba gole strzelił Peter Federico. Kielczanie szczególnie po przerwie próbowali odwrócić losy spotkania, ale – jak przyznał Jacek Zieliński – z przewagi w posiadaniu piłki niewiele wynikało.
To miał być kolejny sprawdzian rosnącej formy Korony Kielce. Złocisto-Krwiści nie przegrali siedmiu kolejnych spotkań, wliczając Puchar Polski, a kilka dni wcześniej w efektownych okolicznościach wywieźli trzy punkty z Wrocławia, pokonując Śląsk 2:1.
Tym razem poprzeczka wisiała jednak bardzo wysoko. Do Kielc przyjechał lider tabeli – Górnik Zabrze, który przed zaległym spotkaniem 2. kolejki miał na koncie sześć zwycięstw w siedmiu ligowych meczach.
Na trybunach pojawił się także selekcjoner reprezentacji Polski Jan Urban.
Jeden błąd przed przerwą wystarczył
Jacek Zieliński nie kombinował ze składem. Na boisko wyszła dokładnie ta sama jedenastka, która rozpoczęła zwycięskie spotkanie ze Śląskiem.
Początek należał jednak do Górnika. Goście grali konkretniej i łatwiej przedostawali się w okolice pola karnego Xaviera Dziekońskiego. Korona z czasem uspokoiła grę, ale miała duży problem ze stworzeniem naprawdę groźnej sytuacji.
W 41. minucie Górnik dopiął swego. Jarosław Kubicki znalazł w polu karnym Petera Federico, ten ograł Marcela Pięczka i precyzyjnym uderzeniem pokonał Dziekońskiego. Korona schodziła więc do szatni przy wyniku 0:1.
Korona ruszyła. Konkretów jednak zabrakło
Po zmianie stron kielczanie wyglądali znacznie odważniej. Dłużej utrzymywali się przy piłce, spychali Górnika na jego połowę i wywalczali kolejne stałe fragmenty gry. Zabrzanie bardzo dobrze bronili jednak dostępu do własnego pola karnego.
A gdy nadarzała się okazja, sami błyskawicznie kontrowali. W 56. minucie po jednej z takich akcji Maksym Chłań znalazł się w znakomitej sytuacji. Dziekoński kapitalnie interweniował i utrzymał Koronę w grze. Chwilę później z kilku metrów przestrzelił Erik Prekop.
Najlepszą szansę gospodarze mieli w 67. minucie. Wiktor Długosz znalazł się w dobrej sytuacji, ale zamiast kończyć akcję strzałem, próbował jeszcze znaleźć Mariusza Stępińskiego. Rafał Janicki zdążył z interwencją.
Marcel Pięczek po spotkaniu trafnie podsumował problem Korony.
Ciężko tak na gorąco jakoś określić ten mecz. To dobre stwierdzenie, że Górnik był pragmatyczny do bólu. Co miał, to wykorzystał. Dwa zrywy, ta ostatnia akcja była już takim zwieńczeniem. W drugiej połowie mieliśmy swoje zalążki sytuacji. Wydaje mi się, że dobrze utrzymywaliśmy się przy piłce, ale trochę brakowało konkretów
– powiedział obrońca kielczan.
Federico dobił Koronę
Zieliński próbował jeszcze ożywić ofensywę. Na murawie pojawili się m.in. Simon Gustafson, Morgan Fassbender i Camilo Mena. Korona naciskała do ostatnich minut, ale nie znalazła sposobu na bardzo dobrze zorganizowaną defensywę lidera.
W doliczonym czasie gry Górnik postawił kropkę nad „i”. Federico po raz drugi pokonał Dziekońskiego i ustalił wynik na 2:0.
No cóż, porażka z liderem, ale nieprzypadkowym liderem, bo Górnik to jest naprawdę dobry i klasowy zespół. Dzisiaj to pokazał. Grali świetnie w defensywie, zneutralizowali praktycznie wszystkie nasze atuty. Nie dopuszczali nas do sytuacji bramkowych ani za bardzo w pole karne. Do tego mądrze i umiejętnie kontrowali
– oceniał Jacek Zieliński.
Szkoleniowiec Korony zwrócił uwagę na statystykę, która tym razem niewiele kielczanom dała.
Mimo że mieliśmy więcej posiadania piłki, nic z tego nie było. Przegraliśmy z dobrym zespołem, z liderem, ale liga trwa dalej. W sobotę mamy kolejny bardzo ważny mecz i na tym się już trzeba skupić
– dodał.
Porażka zakończyła serię siedmiu kolejnych spotkań Korony bez przegranej. Na rozpamiętywanie wyniku nie będzie jednak czasu. Już w sobotę, 19 września o godz. 14.45, kielczanie ponownie zagrają na EXBUD Arenie. Tym razem rywalem będzie Raków Częstochowa.
Robert Bagiński

