Prokuratoria Generalna pozwała Województwo Świętokrzyskie o ponad 4 mln zł związane z rozliczeniem dotacji dla EkoEnergii. Sprawa natychmiast stała się paliwem do kolejnego politycznego ataku na marszałek Renatę Janik. Problem w tym, że w medialnych oskarżeniach ginie kluczowy fakt: projekt otrzymał dofinansowanie w 2018 roku, gdy zarządem województwa kierował Adam Jarubas, a Janik nie była nawet jego członkiem. Sama marszałek nie jest też stroną pozwu. Teraz o zasadności finansowych roszczeń zdecyduje sąd.
„Dotacja dla zięcia marszałek” – takie określenie od ponad dwóch lat regularnie pojawia się w politycznych wystąpieniach przeciwników Renaty Janik. W 2024 roku do sprawy weszli posłowie KO Roman Giertych i Lucjan Pietrzczyk. Ten pierwszy mówił wówczas o „rażącym naruszeniu zasad etyki, zasad prawa”.
Tyle że gdy odłożyć polityczne hasła i ułożyć wydarzenia chronologicznie, obraz staje się znacznie bardziej skomplikowany.
Najważniejsza jest chronologia. Dotację wybrał zarząd Jarubasa
Projekt EkoEnergii został wybrany do dofinansowania w 2018 roku. Zarządem Województwa Świętokrzyskiego kierował wówczas Adam Jarubas, a Renata Janik nie była jego członkiem. Sama spółka wskazuje na uchwałę nr 4546/18 i podkreśla, że to zarząd poprzedniej kadencji zatwierdził pozytywną ocenę projektu. Taką chronologię EkoEnergia przedstawiała już wcześniej w publicznych oświadczeniach.
Janik pojawia się w tej historii później. W kwietniu 2019 roku, będąc już wicemarszałkiem, razem z ówczesnym marszałkiem Andrzejem Bętkowskim podpisała umowę o dofinansowanie. Podpisy znalazły się również pod późniejszymi dokumentami dotyczącymi projektu.
To rozróżnienie jest kluczowe. Czym innym jest bowiem decyzja o wyborze projektu do dofinansowania, a czym innym późniejsze podpisanie umowy wykonującej wcześniejsze rozstrzygnięcie. Właśnie wokół późniejszych czynności, potencjalnego konfliktu interesów i sposobu zabezpieczenia dotacji koncentrują się obecne wątpliwości.
Pierwsze śledztwo zostało umorzone
W 2024 roku Giertych i Pietrzczyk zawiadomili organy ścigania. Sprawę badano, ale pod koniec roku prokuratura ją umorzyła. Jak informowała Prokuratura Rejonowa Kielce-Wschód, nie dopatrzono się wówczas przekroczenia uprawnień, niedopełnienia obowiązków ani działania na szkodę interesu publicznego lub prywatnego.
To istotny fakt, choć nie kończy obecnej historii. W sierpniu 2025 roku śledztwo zostało podjęte na nowo po ujawnieniu – jak informowała prokuratura – nowych okoliczności. Jakich dokładnie? Tego śledczy publicznie nie ujawnili.
Nie ma więc dziś podstaw ani do stwierdzenia, że Renata Janik popełniła przestępstwo, ani do przesądzenia, że wszystkie zastrzeżenia wobec procedury zostały definitywnie wyjaśnione. Postępowanie trwa. I właśnie dlatego polityczne wyroki wydawane przed rozstrzygnięciami sądu i prokuratury wyprzedzają stan faktyczny.
Prokuratoria pozywa województwo. Nie Renatę Janik i nie EkoEnergię
Teraz pojawił się kolejny etap. Prokuratoria Generalna skierowała do Sądu Okręgowego w Warszawie pozew dotyczący ponad 4 mln zł. Tu także znaczenie mają słowa. Pozwanym jest Województwo Świętokrzyskie.
Według stanowiska Prokuratorii chodzi o pieniądze wypłacone wcześniej z funduszy państwowych, których następnie – ze względu na zakwestionowanie kwalifikowalności wydatków – nie udało się rozliczyć ze środków europejskich.
EkoEnergia podkreśla natomiast, że nie jest stroną tego postępowania i utrzymuje, że projekt został przez nią zrealizowany zgodnie z umową. Już wcześniej spółka twierdziła, że OLAF nie informował jej o stwierdzeniu nieprawidłowości po stronie przedsiębiorstwa. To jest stanowisko firmy, a nie rozstrzygnięcie sądu. EkoEnergia
O tym, kto ma rację w sporze finansowym, zdecyduje więc sąd.
Janik nie oddaje 4 milionów bez walki
Marszałek nie zamierza jednak przyjmować żądania ministerstwa bez jego sądowej weryfikacji.
Jeżeli Ministerstwo się nie opamięta, to zapraszamy na drogę postępowania sądowego przed niezależnymi i niezawisłymi polskimi sądami
– mówiła jeszcze przed wniesieniem pozwu.
Teraz dokładnie do takiej konfrontacji dojdzie.
I dopiero ona może przynieść odpowiedź na najważniejsze pytanie finansowe: czy to budżet Województwa Świętokrzyskiego ma ponieść konsekwencje zakwestionowania wydatków.
Zbieg okoliczności? W tle 550 milionów dla regionu
Politycznego kontekstu trudno przy tym nie zauważyć. Zaledwie kilka dni przed ujawnieniem informacji o pozwie Renata Janik znalazła się na pierwszej linii sporu z rządem o znacznie większe pieniądze.
Według danych przedstawionych podczas wrześniowego Konwentu Marszałków i przywoływanych przez władze województwa, w jednym z rozpatrywanych wariantów Świętokrzyskie otrzymałoby w perspektywie 2028–2034 około 9 proc. mniej, czyli w przybliżeniu 550 mln zł mniej niż obecnie. Ostateczny podział nie został jeszcze przesądzony.
Janik nie zamierzała czekać.
Prognozy są bardzo niepokojące, więc jest to odpowiedni moment, by przyjąć taki apel. W późniejszym terminie mogłoby już być za późno
– mówiła podczas sesji sejmiku.
I tu pojawia się fakt szczególnie niewygodny dla sprowadzania całej sprawy wyłącznie do partyjnej awantury. Stanowisko w obronie finansowania Świętokrzyskiego zostało przyjęte przez sejmik jednogłośnie. Za apelem zagłosowali również radni opozycji.
Dwa spory, których nie należy mieszać
Politycznie oba tematy będą się zapewne przenikać, ale prawnie trzeba je od siebie oddzielić. Pierwszy dotyczy konkretnej dotacji, czynności wykonywanych przy jej przyznaniu i realizacji oraz odpowiedzi na pytanie, kto powinien ponieść finansowe konsekwencje zakwestionowania części wydatków. Tu toczą się postępowania i nie ma jeszcze ostatecznego rozstrzygnięcia.
Drugi dotyczy przyszłości całego województwa i potencjalnie setek milionów złotych na inwestycje po 2027 roku. Również tutaj nie zapadły jeszcze ostateczne decyzje – dlatego właśnie samorząd naciska na rząd teraz, gdy zasady można jeszcze zmienić.
W tej sytuacji najłatwiej byłoby przykleić polityczne etykiety: jedni mówią o „aferze”, drudzy o „politycznej hucpie”. Znacznie trudniej spojrzeć na dokumenty i daty. A one pokazują przynajmniej trzy rzeczy: projekt EkoEnergii został wybrany do dofinansowania jeszcze przez zarząd Adama Jarubasa; Renata Janik nie jest pozwaną w procesie Prokuratorii; a o zasadności żądania zwrotu ponad 4 mln zł dopiero zdecyduje sąd. To są fakty. Reszta jest już politycznym sporem.
Robert Bagiński

