Po kolejnych podejściach i politycznych przepychankach prezydent Kielc Agata Wojda dopięła swego. Rada Miasta zgodziła się na konsolidację zadłużenia w wysokości 354,5 mln zł. Decyzja ma uchronić ważne inwestycje przed ograniczeniem, ale jednocześnie rodzi pytania o sposób zarządzania miejskimi finansami. Opozycja alarmuje, że władze Kielc odsuwają problem długu w przyszłość, nie przedstawiając przekonującego planu oszczędności.
Za przyjęciem uchwały zagłosowało 14 radnych, dziewięciu było przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu. Tym samym zakończył się kolejny etap sporu o kredyt konsolidacyjny, który od dłuższego czasu dzieli kielecki samorząd.
Kwota jest ogromna, bo to aż 354,5 mln zł. Nie chodzi jednak o pieniądze, które w całości trafią na nowe inwestycje, lecz o zmianę harmonogramu spłaty dotychczasowego zadłużenia. Miasto chce odsunąć w czasie największe obciążenia wynikające z kredytów zaciągniętych jeszcze za prezydentury Wojciecha Lubawskiego.
Agata Wojda przekonała radnych. Za którym podejściem?
Władze miasta musiały zmodyfikować wcześniejszą propozycję. Jak wyjaśniła skarbnik Kielc Marzena Bzymek, nowy projekt zakłada inne wysokości spłacanych rat w latach 2027–2032. Była to odpowiedź na zastrzeżenia zgłaszane przez część radnych.
Ostatecznie Agata Wojda uzyskała niezbędną większość. Poza klubem Koalicji Obywatelskiej uchwałę poparli Natalia Rajtar, Dariusz Gacek, Monika Kowalczyk i Anna Mazur-Kałuża.
Na te lata przypadało apogeum spłat kredytowych. Dziś możemy działać w oczekiwaniu na to, żeby nam się te możliwości uruchomiły. Z tej perspektywy jest na pewno radość i chęć do działania
– mówiła prezydent Kielc.
Trudno jednak uznać samo uzyskanie zgody na przesunięcie spłat za sukces finansowy miasta. Konsolidacja daje oddech budżetowi, ale nie likwiduje zadłużenia. A rachunek za dłuższe finansowanie może okazać się wyższy.
Miasto potrzebuje inwestycji, nie kolejnych sporów
Agata Wojda przekonuje, że bez konsolidacji konieczne byłoby ograniczenie planowanych przedsięwzięć związanych z Funduszem Bezpieczeństwa i Obronności. Chodzi między innymi o budowę parkingów wielopoziomowych z miejscami doraźnego schronienia przy ulicach Kamińskiego i Grunwaldzkiej oraz przebudowę ulicy Tarnowskiej.
To inwestycje, na które Kielce nie powinny tracić szansy. Mieszkańcy nie mogą przecież ponosić konsekwencji politycznych sporów ani słabości w zarządzaniu miejskimi finansami. Zadaniem prezydenta jest takie prowadzenie budżetu, aby rozwój miasta nie zależał od kolejnych nerwowych głosowań nad przesuwaniem terminów spłaty długów.
Wątpliwości opozycji dotyczą przede wszystkim kosztów konsolidacji i braku szerszego programu finansowego.
Mówię o przejedzeniu, bo gdyby miały iść na inwestycje, to już dzisiaj w WPF moglibyśmy te inwestycje zaobserwować. Niestety, pomimo naszych próśb, pomimo naszych wniosków, nie wpisała pani tam ani jednej inwestycji w wyniku realizacji tej konsolidacji
– zarzucił prezydent radny PiS Marcin Stępniewski.
Jeszcze ostrzej decyzję ocenił przewodniczący Rady Miasta Maciej Jakubczyk.
Nie został przedstawiony żaden program oszczędnościowy. Jest to coś złego dla Kielc. Kolejny prezydent, kolejna rada miasta roluje dług, zadłuża, bez wizji inwestowania tych pieniędzy
– stwierdził.
Kredyt jest. Teraz czas na odpowiedzialność
Uchwała otwiera władzom Kielc drogę do konsolidacji zadłużenia, ale nie rozwiązuje podstawowego problemu: jak zapewnić miastu stabilne finanse i jednocześnie realizować potrzebne inwestycje. Agata Wojda może dziś mówić o politycznym zwycięstwie. Tyle że mieszkańcy nie rozliczą jej z liczby zdobytych głosów w radzie, lecz z efektów zarządzania miastem.
Kielce potrzebują dróg, bezpiecznej infrastruktury i rozwoju, ale nie mogą stać się zakładnikiem finansowych problemów ratusza. Po kilku podejściach do konsolidacji prezydent dostała szansę na uporządkowanie sytuacji. Teraz powinna pokazać, że za kolejnym kredytowym manewrem stoi coś więcej niż odsunięcie trudnych decyzji na następne lata.
Robert Bagiński

