Najpierw krew, potem telefon alarmowy i dramatyczna historia o rzekomej próbie samobójczej. Śledczy szybko odkryli, że była to mistyfikacja. 44-letnia mieszkanka Kielc miała śmiertelnie zranić swojego partnera nożem, a następnie próbować zrzucić winę na niego samego. Sprawa jest już w sądzie. Grozi jej najcięższa kara.
Do dramatu doszło w jednym z bloków w Kielcach. Jak ustaliła prokuratura, Ewa S. i jej partner byli sami w mieszkaniu, gdy między nimi wybuchła gwałtowna kłótnia. W jej trakcie kobieta sięgnęła po nóż i zadała mężczyźnie cios w tułów.
Chwilę później opuściła mieszkanie i zaczęła alarmować sąsiadów oraz służby ratunkowe. Twierdziła, że jej partner chce odebrać sobie życie.
Śledczy szybko odkryli prawdę
Ta wersja wydarzeń nie wytrzymała jednak konfrontacji z dowodami.
W toku czynności procesowych szybko ustalono, że zdarzenie miało inny przebieg niż ten wskazany przez 44-latkę
– poinformował Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
Zebrany materiał dowodowy jednoznacznie wskazał, że to kobieta była sprawcą śmiertelnego ataku.
Recydywa i areszt. Teraz czas na sąd
Ewa S. została zatrzymana jeszcze tego samego dnia. Prokurator postawił jej zarzut zabójstwa w warunkach recydywy. Jak się okazało, kobieta była już wcześniej karana za pobicie i odbyła karę ponad sześciu miesięcy więzienia. Decyzją sądu trafiła do tymczasowego aresztu.
30 grudnia 2025 roku prokuratura skierowała akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Kielcach. Jeśli sąd uzna winę oskarżonej, kobiecie grozi dożywotnie pozbawienie wolności.
Magda Wydra

