To jedna z tych historii, które brzmią jak z filmu, ale wydarzyły się naprawdę. Mandaty „po znajomości”, przymykanie oka na wykroczenia i… paczka chipsów jako łapówka. Po kilkunastu latach zapadł prawomocny wyrok w głośnej aferze korupcyjnej drogówki z Buska-Zdroju.
Afera, która wstrząsnęła policją
Sprawa ciągnęła się od 2012 roku, gdy po raz pierwszy odczytano akt oskarżenia. Dotyczyła wydarzeń jeszcze wcześniejszych – z 2010 roku. To wtedy, jak ustalili śledczy, funkcjonariusze wydziału ruchu drogowego mieli przez kilka tygodni popełnić setki czynów karalnych.
Postępowanie toczyło się przez dłuższy czas, najpierw przez kilka lat na etapie przygotowawczym, a następnie oskarżeni intensywnie korzystali ze swoich uprawnień
– wyjaśniał sędzia Jan Klocek z Sądu Okręgowego w Kielcach.
Akta sprawy urosły do kilkudziesięciu tomów, a lista zarzutów była długa.
Mandaty zaniżane, wykroczenia darowane
Schemat działania był prosty i brutalny w swojej wymowie. Policjanci mieli zaniżać wysokość mandatów, odstępować od karania wykroczeń, a także przyjmować korzyści majątkowe w zamian za „ulgowe” traktowanie kierowców.
Niedopełnianie obowiązków polegało na zaniżaniu wartości mandatów i przyjmowaniu korzyści majątkowych
– mówił jeszcze w 2012 roku Sławomir Mielniczuk, ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
Śledczy ustalili, że łapówki miały różną postać. Były pieniądze, alkohol, talony, kalendarze… ale też coś, co do dziś budzi największe emocje. Sąd Rejonowy w Busku-Zdroju skazał wszystkich oskarżonych już siedem lat temu, ale sprawa wróciła na wokandę po apelacjach.
Prawomocne wyroki zapadły
30 grudnia Sąd Okręgowy w Kielcach ostatecznie zamknął sprawę. Skazanych zostało 17 osób, w tym 10 byłych policjantów.
Kary są surowe: od roku i dwóch miesięcy do trzech lat i dwóch miesięcy więzienia, cztery osoby usłyszały wyroki w zawieszeniu, pozostali trafią do zakładów karnych, a dodatkowe grzywny sięgnęły 25 tysięcy złotych.
W policji nie ma miejsca na takie zachowania
– podkreślał Maciej Ślusarczyk, oficer prasowy świętokrzyskiej policji.
Sąd zaznaczył, że kary w części przypadków zostały złagodzone ze względu na nienaganne życie po popełnieniu przestępstw. Jedno jednak nie uległo zmianie: kto sprzeniewierzył się prawu, nie ma już powrotu do służby.
Marta Grasegger

