W Polsce został skazany, ciągany po sądach i publicznie piętnowany. W Strasburgu usłyszał, że miał rację. Marcin Stępniewski, radny Prawa i Sprawiedliwości z Kielc, wygrał sprawę przed Europejski Trybunał Praw Człowieka. I to w sprawie, która od lat dzieliła miasto, lokalną politykę oraz opinię publiczną.
Słowa, które kosztowały wyrok
Wszystko zaczęło się w 2020 roku. Marcin Stępniewski, wówczas radny opozycji, publicznie powiedział, że w kieleckim ratuszu „panują podwójne standardy, a znajomi królika mogą liczyć na lepsze traktowanie”. Te same słowa opublikował później w swoich mediach społecznościowych.
Chodziło o sprzedaż miejskiej działki przy ul. Szajnowicza-Iwanowa. Nieruchomość za ponad 13 milionów złotych kupiła spółka Juka91, powiązana z ówczesnym posłem Koalicji Obywatelskiej Adamem Cyrańskim. Problem w tym, że choć wymagane było wadium w wysokości 1,5 mln zł, miasto kierowane wtedy przez Bogdana Wento, nie zatrzymało go, mimo że transakcja nie została sfinalizowana w terminie.
Radny mówił wprost, że to było faktyczne „skredytowanie” prywatnej spółki bez żadnych korzyści dla miasta.
Polskie sądy: winny. Strasburg: naruszono wolność słowa
Mimo przedstawienia argumentów, wskazywania wyjątkowości tej sytuacji i prób powołania kolejnych dowodów, Stępniewski przegrał w dwóch instancjach w Polsce. Zapadł prawomocny wyrok skazujący.
I wtedy sprawa trafiła do Strasburga. Tam rząd Polski przyznał się do naruszenia art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, czyli wolności słowa. W oficjalnej deklaracji uznał, że konsekwencje prawne wobec radnego były nieproporcjonalne i naruszały jego prawa.
To oznacza jedno: Stępniewski nie powinien zostać skazany za swoją krytyczną wypowiedź.
„Wygrałem z Polską” – mocny głos radnego, który miał odwagę
Po latach szarpania, wyciągania mojego wyroku w kampaniach wyborczych, w końcu mogę powiedzieć: wygrałem
– napisał radny w emocjonalnym wpisie na FB.
Podziękował prawnikom, którzy doprowadzili sprawę do finału i zaapelował do innych, aby również nie odpuszczali i nazywali rzeczy po imieniu. Odniósł się również do funkcjonującego w Polsce przepisu, który pozwala ścigać za słowa w procesach karnych.
Nie odpuszczajcie. Zawsze nazywajcie rzeczy po imieniu. Art. 212 często służy do cenzurowania tych, którzy mówią prawdę, nawet jeśli jest ona brutalna
– napisał.
Polityczna bomba w Kielcach
Sprawa ma dziś znaczenie znacznie szersze niż osobisty sukces jednego radnego. To także sygnał dla samorządów w innych sprawach: nie jesteście „świętymi krowami”, a krytyka nie jest przestępstwem. Całkiem inną kwestią jest temat sądów, bo dwa wyroki karne w Polsce ktoś jednak musiał wydać i byli to polscy sędziowie.
Komentarze w sieci nie pozostawiają wątpliwości, zwolennicy mówią o zwycięstwie odwagi nad systemem, przeciwnicy milczą. Jedno jest pewne: Strasburg powiedział to, czego w Polsce nikt nie chciał powiedzieć głośno.
Przemysław Duda

