To już przesądzone: Świętokrzyskie nie będzie miało swojego lidera Polski 2050, bo regionalny poseł przepadł i to z kretesem. W partyjnych wyborach o władzę po Szymon Hołownia poseł Kasprzyk otrzymał skandalicznie niski wynik. Teraz może być jeszcze gorzej…
W sobotę odbyła się pierwsza tura wyborów nowego szefa Polski 2050. Głosowało 656 z ponad 800 uprawnionych delegatów. Wynik? Brutalny dla ambicji regionów i szczególnie dla Świętokrzyskiego z którego kandydował Rafał Kasprzyk.
Warszawa rozdaje karty, regiony patrzą z boku
Do drugiej tury weszły dwie członkinie rządu: Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, która otrzymała 277 głosów, a także Paulina Hennig-Kloska ze 131 głosami. Dalej znaleźli się Joanna Mucha – 119, Ryszard Petru – 95, a także nasz regionalny poseł Rafał Kasprzyk, który otrzymał zaledwie 34 głosy. I to właśnie Kasprzyk, kojarzony ze Świętokrzyskiem, odpadł z gry. Nieoficjalnie wiadomo, że startował tylko po to, aby zaszkodzić K. Pełczyńskiej-Nałęcz tzn. aby nie otrzymała w pierwszej turze więcej niż 50 procent.
Kasprzyk wskazuje, ale czy ktoś to zapamięta?
Druga tura odbywa się dziś. I choć Kasprzyk oficjalnie ogłosił, kogo poprze, pytanie brzmi: czy to w ogóle coś zmienia?
Są dwie świetne menadżerki, dwie ministry, które pokazały, jak dobrze zarządzać i brać odpowiedzialność za kraj. Jak dialog i głos regionów. Dlatego ja zagłosuję na Paulinę Hennig-Kloskę
– napisał w mediach społecznościowych.
Problem w tym, że faworytką pozostaje Pełczyńska-Nałęcz. A to oznacza potencjalny polityczny chłód wobec tych, którzy postawili na jej rywalkę.
Świętokrzyskie na bocznym torze?
Jeśli wygra Pełczyńska-Nałęcz, region świętokrzyski może znaleźć się w niezręcznej sytuacji. Kasprzyk jednoznacznie opowiedział się przeciw niej. A jej resort – funduszy i polityki regionalnej, to dziś jedno z najważniejszych centrów decyzyjnych w państwie w kontekście przepływu środków europejskich.
W polityce pamięć bywa długa. A zamknięte drzwi w ministerstwie, które rozdziela miliardy z Unii, to scenariusz, którego w regionalnej Polska 2050 nikt nie chce głośno komentować, ale wszyscy się go obawiają.
Roman Opolski

