Gdy termometry gwałtownie spadły poniżej zera, kielecki Rynek niemal stał się miejscem tragedii. Bezwładny mężczyzna leżał na plecach między zaspami śniegu, poddając się zabójczemu wychłodzeniu. Tylko dzięki czujnemu oku operatorów monitoringu i błyskawicznej akcji strażników miejskich, bilans nocy nie powiększył tragicznych statystyk.
Szokujące sceny pod okiem kamer
Dramatyczne zdarzenie rozegrało się w nocy, gdy miasto opustoszało pod wpływem siarczystego mrozu. Operatorzy monitoringu miejskiego dostrzegli na ekranach niepokojący widok: na środku kieleckiego Rynku, w zwałach śniegu, znajdował się człowiek. Gdy patrol dotarł na miejsce, zastał mężczyznę rozciągniętego na plecach. To, co usłyszeli strażnicy, wprawia w osłupienie.
Trudno nam powiedzieć, czy stracił przytomność. Leżał na plecach między zaspami i jak starał się nas przekonać, było mu bardzo wygodnie
– relacjonuje starszy inspektor Bogusław Kmieć, rzecznik kieleckiej Straży Miejskiej.
Eksperci zaznaczają, że w stanie głębokiej hipotermii organizm często przestaje odczuwać ból, a mróz wywołuje złudne uczucie komfortu, które jest ostatnim etapem przed zamarznięciem.
Dziewięć osób wyrwanych ze szponów mrozu
Interwencja na Rynku to tylko wierzchołek góry lodowej. Tylko od początku stycznia kieleccy strażnicy ocalili przed śmiercią z wychłodzenia dziewięć osób. Wszystkie znajdowały się w stanie krytycznym. Dramatyzm akcji ratunkowych najlepiej oddaje stan, w jakim potrzebujący trafiali do radiowozów. Nawet w nagrzanych pojazdach ich ciała nie przestawały dygotać.
Dość powiedzieć, że po wejściu do radiowozu cały czas miały dreszcze. Świadczyło to o poważnym wychłodzeniu
– podkreśla Bogusław Kmieć. Kolejna osoba w ostatniej chwili została odnaleziona na przystanku autobusowym.
130 nalotów na „mapę strachu”
Kielecka Straż Miejska wyznaczyła 32 lokalizacje, które są monitorowane ze szczególną uwagą. To altany śmietnikowe, opuszczone budynki i wiaty, w których osoby w kryzysie bezdomności szukają jakiegokolwiek schronienia przed arktycznym powietrzem. Patrole wyruszają dwa razy dziennie: rano i wieczorem, sprawdzając każdy zakątek, w którym może znajdować się człowiek.
Od początku roku przeprowadzono już 130 takich kontroli. Strażnicy ściśle współpracują z ogrzewalniami i ośrodkiem interwencyjno-terapeutycznym, sprawdzając każdego ranka dostępność wolnych miejsc. Każda z dziewięciu uratowanych osób otrzymała profesjonalną pomoc, dach nad głową i szansę na przetrwanie najtrudniejszego okresu zimy.
Ewa Sztechman

