Wtorkowe popołudnie przyniosło niepokojące wieści dla tysięcy kielczan. Podczas rutynowego monitoringu sieci służby miejskie wykryły poważną awarię ciepłociągu przy ul. Grunwaldzkiej. Na razie nie wiadomo, co dokładnie pękło pod ziemią, ale jedno jest pewne, że środa będzie dniem prawdy.
W najbardziej łagodnym wariancie ciepła woda zniknie tylko na kilkadziesiąt minut. Dotknąć to może mieszkańców ul. Lecha oraz Wojewódzki Szpital Zespolony w Kielcach, który jak uspokajają urzędnicy, ma własne awaryjne źródła ogrzewania.
Problem zaczyna się wtedy, gdy podziemna usterka okaże się poważniejsza.
Czarny scenariusz: 30 tysięcy ludzi bez ogrzewania
Jeśli konieczna będzie wymiana fragmentu ciepłociągu, miasto liczy się z najtrudniejszym wariantem. Bez ogrzewania i ciepłej wody może zostać nawet 30 tys. mieszkańców Kielc. Zagrożone obszary to m.in.: osiedle Czarnów, ulice Jagiellońska i Chęcińska, zachodnia część śródmieścia i Podkarczówka.
Na liście znajduje się także Świętokrzyskie Centrum Onkologii, które również przygotowuje się na pracę w trybie awaryjnym.
Alarmowe narady i przygotowania
Władze miasta nie czekają z założonymi rękami. Odbyły się już rozmowy z dyrektorami szkół i przedszkoli, zarządcami osiedli, dyrekcjami szpitali oraz oraz marszałek województwa.
Cel jest jeden: przygotować się na ewentualny brak ciepła i zabezpieczyć osoby najbardziej narażone – dzieci, seniorów i pacjentów.
Roboty mają rozpocząć się w środę rano. W najtrudniejszym wariancie potrwają do czwartkowego poranka. Dla tysięcy mieszkańców Kielc to oznacza jedno: najbliższe godziny pokażą, czy będzie to tylko chwilowy dyskomfort, czy zimny test dla całego miasta.
Przemysław Duda

