To był polityczny nokaut, po którym nastała… całkowita konsternacja. Karol Wilczyński nie jest już od wczoraj przewodniczącym kieleckiej Rady Miasta. Choć opozycja i część radnych dopięli swego, odwołując go ze stanowiska, to radosne okrzyki szybko uwięzły im w gardłach. Powód? W Kielcach mamy wielki pat. Mimo dwóch prób, nikt nie był w stanie przejąć sterów.
Ścięcie przewodniczącego
Czwartkowa sesja przejdzie do historii jako pokaz politycznej bezwzględności. Za odwołaniem Karola Wilczyńskiego opowiedziało się 13 radnych, przy 11 głosach przeciw. Wyrok zapadł szybko, ale prawdziwy dramat zaczął się chwilę później, gdy przyszło do wyboru „nowego rozdającego”.
Remis, którego nikt nie przewidział
Do walki o fotel stanęło dwóch zawodników: zdetronizowany chwilę wcześniej Karol Wilczyński (klub KO) oraz Maciej Jakubczyk, radny niezrzeszony. Wynik? Jak w thrillerze, którego scenarzysta zapomniał o zakończeniu.
Po przeliczeniu kart okazało się, że na tablicy widnieje wynik 12 do 12. Szok? To mało powiedziane.
Radni, licząc na przełamanie impasu, ogłosili krótką przerwę na kuluarowe negocjacje. Szeptane rozmowy na korytarzach i szybka kawa nie przyniosły jednak rezultatu. Druga próba głosowania zakończyła się identycznym, patowym wynikiem.
Miesiąc na ratunek
Kielce znalazły się w osobliwej sytuacji. Mają budżet, który został przyjęty ledwie chwilę wcześniej, ale nie mają przewodniczącego rady. Czas ucieka, a atmosfera w ratuszu gęstnieje.
Nowy przewodniczący musi zostać wybrany w ciągu miesiąca
– poinformował wiceprzewodniczący Jarosław Machnicki, który teraz będzie musiał okiełznać skłóconą radę.
Czy radni znajdą kandydata, który pogodzi zwaśnione obozy, czy czekają nas tygodnie politycznego paraliżu? Jedno jest pewne: w kieleckim samorządzie właśnie zaczęła się bezwzględna gra o tron.
Roman Opolski

