To był prawdziwy maraton emocji i politycznych przepychanek. Po pięciu godzinach burzliwej debaty, w cieniu oskarżeń o brak prorozwojowych działań i nagłe zwroty akcji, kieleccy radni wreszcie podnieśli ręce. Werdykt? 14 do 9. Kielce uniknęły finansowego paraliżu, ale cena za ten spokój to blisko 2,5 miliarda złotych wydatków i miliony długu. „Mieliśmy związane ręce” – mówi prezydent Agata Wojda, podczas gdy opozycja punktuje: „Wygrał interes ratusza, nie mieszkańców”.
Budżet na krawędzi: Koniec życia w napięciu
Gdyby czwartkowe głosowanie potoczyło się inaczej, Kielcom groziło budżetowe prowizorium, czyli stan zawieszenia, w którym każda złotówka musi być oglądana dwa razy, a nowe inwestycje trafiają do zamrażarki. Prezydent Agata Wojda po ogłoszeniu wyników nie starała się nawet ukrywać, jak wielki kamień spadł jej z serca.
Bez budżetu nie jesteśmy w stanie w wielu obszarach funkcjonować. Mamy związane ręce, jeśli chodzi o realizację remontów nakładkowych czy Kieleckiego Budżetu Obywatelskiego. Żyliśmy w ratuszu, w jednostkach, w zarządzie w bardzo dużym napięciu czy i kiedy będziemy mogli te zadania realizować
– przekonywała po głosowaniu prezydent Agata Wojda.
Dla mieszkańców oznacza to jedno: zielone światło dla remontów dróg i projektów osiedlowych, które bez formalnego dokumentu mogłyby pozostać jedynie na papierze.
30 milionów „na stole”. Awantura o poprawkę PiS
Zanim jednak doszło do ostatecznego „tak”, kielecki ratusz zamienił się w arenę starć. Kością niezgody stała się rezerwa prezydencka. Radny Marcin Stępniewski, przewodniczący klubu Prawa i Sprawiedliwości, rzucił rękawicę, proponując, by 30 mln zł przesunąć z rezerwy bezpośrednio na konkretne remonty nakładkowe i uzbrajanie terenów dla inwestorów.
Dyskusja była długa i momentami bardzo ostra. Zwolennicy prezydent argumentowali, że rezerwa daje miastu niezbędną elastyczność w niepewnych czasach. Opozycja widziała to zupełnie inaczej.
Wygrała dzisiaj polityka i interes Agaty Wojdy, a nie interes mieszkańców naszego miasta. Była możliwość, żeby ten budżet stał się choć odrobinę bardziej prorozwojowy, ale niestety większość radnych zdecydowała inaczej
– grzmiał po głosowaniu Marcin Stępniewski.
Nagłe zwroty akcji i brakujące głosy
Ciekawie wyglądały kulisy budowania większości. Za budżetem murem stanęła Koalicja Obywatelska oraz radni niezrzeszeni. Języczkiem u wagi okazał się radny Dariusz Gacek z Perspektyw, który wprost przyznał, że nie zamierza popierać poprawek wrzucanych „na kolanie” tuż przed sesją.
Nie wyobrażam sobie głosowania za taką poprawką w dniu budżetu zgłoszoną rano
– tłumaczył Gacek, dodając, że do poparcia projektu Agaty Wojdy skłoniły go obietnice prezydent dotyczące realizacji jego własnych postulatów.
Kielce w liczbach: Miliardy i obligacje
Co dokładnie uchwalili radni? Budżet Kielc na 2026 rok to potężna machina finansowa. Wydatki wyniosą 2 mld 489 mln zł, a dochody 2 mld 342 mln zł. Miasto będzie miało deficyt w wysokości ponad 70 mln zł
Luka w budżecie nie zniknie sama, dlatego miasto planuje załatać ją poprzez emisję obligacji komunalnych. Choć radni PiS do końca walczyli o zmianę priorytetów, ostateczny układ sił (14:9) pokazał, że ekipa Agaty Wojdy na ten moment trzyma stery mocno. Pytanie brzmi: czy zaplanowane inwestycje faktycznie odmienią oblicze Kielc, czy jedynie „załatają dziury” w miejskiej rzeczywistości?
Przemysław Duda

