Kielce i okolice zamieniły się w gigantyczne lodowisko, a cena za chwile nieuwagi jest przerażająco wysoka. Wystarczyło kilkanaście godzin marznącej mżawki, by kieleckie Szpitalne Oddziały Ratunkowe przeżyły prawdziwe oblężenie.
Złamane nogi, potrzaskane barki i urazy kręgosłupa, to smutny bilans ostatnich godzin. Medycy mówią wprost: sytuacja jest dramatyczna, a najgorsze może być dopiero przed nami.
„Chciałem tylko wynieść śmieci”
Dla wielu mieszkańców wyjście z klatki schodowej okazało się walką o przetrwanie. Chodniki, które powinny być bezpieczne, stały się śmiertelnie groźną pułapką. Pacjenci trafiają do lecznic jeden po drugim, często prosto spod własnych domów.
To był ułamek sekundy. Noga pojechała, usłyszałem tylko trzask. Gdyby nie sąsiadka, która akurat wracała z pracy, leżałbym tam chyba godzinę na tym mrozie
– opowiada pan Andrzej, jeden z pacjentów oczekujących na założenie gipsu.
Czarna seria u św. Aleksandra
W Szpitalu Kieleckim św. Aleksandra personel nie miał ani minuty wytchnienia. Tylko jednej nocy z ciężkimi urazami trafiło tu ośmiu pacjentów, a tuż po wschodzie słońca ta liczba urosła dwukrotnie. Każdy kolejny kwadrans przynosi nową karetkę lub kulejącego pacjenta wspierającego się na ramieniu bliskich.
Zjawisko ma jeden wspólny mianownik: bagatelizowanie zagrożenia.
Często tragedia zaczyna się od wyjścia po tak prozaiczną rzecz jak świeże bułki czy wyrzucenie odpadków. Chwila nieuwagi na nieposypanej nawierzchni i kończymy z wielomiejscowymi urazami, które wymagają długich miesięcy rehabilitacji
– alarmuje dr Elżbieta Wójcik, ordynator kieleckiego SOR-u.
Dramat seniorów i apel do rodzin
Najbardziej cierpią najstarsi. Dla seniora upadek na lodzie to nie tylko ból, ale często utrata samodzielności na długie lata. Lekarze nie gryzą się w język i apelują do sumień rodzin poszkodowanych.
Nasi starsi pacjenci to często osoby bardzo uparte, które mimo ostrzeżeń chcą być samodzielne. Prosimy bliskich: zróbcie im te zakupy, przynieście wodę, dowieźcie leki. Nie pozwólcie im ryzykować życia na tych lodowiskach przed blokami
– dodaje dr Wójcik.
„Było nieposypane” – winni poszukiwani?
Wściekłość mieszkańców rośnie wraz z liczbą siniaków. W okolicach blokowisk, m.in. przy ulicy Sienkiewicza czy na osiedlu Na Stoku, sytuacja jest momentami tragiczna.
Przewróciłem się tuż przy samym wejściu do bloku, pod „czwórką”. Piachu nie widziałem tam od tygodnia. Efekt? Pęknięty bark i kilka tygodni w ortezie
– skarży się pan Stefan, kolejny poszkodowany.
Niestety, prognozy nie napawają optymizmem. Choć deszcz ustał, do regionu świętokrzyskiego wracają siarczyste mrozy. To oznacza, że to, co dziś jest wodą, jutro stanie się lustrem. Jeśli zarządcy nieruchomości i służby miejskie nie ruszą do akcji, kieleckie SOR-y czeka kolejny rekordowy weekend.
Magda Wydra

