Kielce stoją nad przepaścią. Podczas gdy włodarze snują wizje o mieście przyszłości, ponad dwa tysiące młodych ludzi właśnie wystawiło stolicy regionu „jedynkę” z minusem. Raport „Kielce dla Młodych” nie pozostawia złudzeń, że stolica Świętokrzyskiego to dla nich jedynie poczekalnia przed wyjazdem do Warszawy czy Krakowa. Diagnoza? Brak perspektyw, brak pracy i rozrywka ograniczona do jedzenia frytek w galerii handlowej.
W badaniu wzięło udział 2243 uczniów i studentów. To nie są pojedyncze głosy malkontentów – to krzyk całego pokolenia, które nie widzi dla siebie miejsca nad Silnicą.
„Tu się nic nie dzieje” – smutna prawda o kieleckich ulicach
Choć młodzi chwalą poziom kieleckich uczelni, to po zajęciach… uciekają z centrum. Kultowa ulica Sienkiewicza dla studentów niemal nie istnieje. Dlaczego? Bo serce akademickiego życia przeniosło się do klimatyzowanych boksów w galeriach handlowych.
Centrum Kielc straciło swoje funkcje na rzecz galerii. Ulica Sienkiewicza niemal w ogóle nie doświadcza obecności młodych ludzi. Kielce są postrzegane przez nich jako miasto, w którym nic się nie dzieje
– alarmuje dr Magdalena Piłat-Borcuch, socjolog i autorka raportu.
Wszystko przez niefortunną lokalizację kampusu UJK – studenci zamiast ożywiać miasto, wolą spędzać „okienka” między wieszakami z ubraniami.
Praca – kielecki mur nie do przebicia
Największym ciosem dla przyszłości miasta jest jednak rynek pracy. Młodzi ludzie mówią wprost, że w Kielcach o dobrej posadzie można pomarzyć.
Raczej planuję się wyprowadzić. Trudno tu znaleźć pracę. Moi znajomi mają z tym ogromny problem
– przyznaje jeden z uczestników badania.
Socjologowie ostrzegają: jeśli Kielce nie zaczną współpracować z biznesem i nie przyciągną potężnych inwestorów, miasto zamieni się w emerycki skansen. Bez dobrych ofert pracy nikt nie założy tu rodziny, nie kupi mieszkania i nie zostanie na stałe.
Czarna prognoza: Kto tu zostanie w 2060 roku?
Liczby z GUS-u są bezlitosne. Do 2060 roku liczba osób w wieku 15-24 lata w całym regionie stopnieje do zaledwie 70 tysięcy. To demograficzny wyrok śmierci, jeśli już teraz nie zaczniemy walczyć o każdego młodego mieszkańca.
Kielce muszą przestać być „miastem galerii”, a stać się miastem realnych szans. Inaczej ostatni młody człowiek na Sienkiewce zgasi światło i odjedzie pociągiem w stronę stolicy.
Adam Wijas

