W kieleckim magistracie tyka zegarowa bomba, a stawką jest przyszłość każdego metra kwadratowego ziemi w mieście. Do 30 czerwca Kielce muszą mieć nowy „plan ogólny”, czyli dokument, który rozstrzygnie, gdzie powstanie można wybudować dom, a gdzie wyrośnie blokowisko. Jeśli radni nie zdążą, miasto czeka nas czarny scenariusz: całkowity paraliż budowlany, zakaz wydawania „WZ-tek” i śmierć inwestycji.
Nowa mapa Kielc: Koniec wolnej amerykanki w budownictwie?
Plan ogólny to nie jest kolejna nudna broszura z ratusza. To potężne narzędzie, które zastępuje wysłużone „studium” i staje się nową biblią dla deweloperów oraz mieszkańców. To tam zostaną narysowane nieprzekraczalne granice rozwoju miasta. Obecnie projekt krąży między instytucjami, a ratusz czeka na ostateczne wytyczne od strażników natury i wód.
Wysłaliśmy projekt do Wód Polskich oraz Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, które mają nanieść poprawki, jakie musimy uwzględnić. Inne instytucje wyrażają jedynie swoje opinie, które nie są dla nas wiążące. Proces uzgadniania powinien zakończyć się w lutym
– wyjaśnia Łukasz Syska, wiceprezydent Kielc.
Głos ludu czy urzędnicza wizja? Ruszają konsultacje!
Już wkrótce przyjdzie czas na najważniejszy etap: starcie z mieszkańcami. Urząd zapowiada wielką ofensywę informacyjną – w każdym okręgu wyborczym odbędzie się spotkanie, na którym kielczanie będą mogli wykrzyczeć swoje uwagi. To ostatni dzwonek, by sprawdzić, czy pod Twoim oknem nie zaplanowano trasy szybkiego ruchu lub fabryki.
Zanim jednak mikrofon trafi do mieszkańców, projekt „przemaglują” radni.
Na najbliższą Komisję Rozwoju, Urbanistyki i Nieruchomości, która odbędzie się 6 lutego, zaprosiliśmy wszystkich radnych i chcemy omówić z nimi projekt planu ogólnego
– zapowiada wiceprezydent Syska.
Widmo paraliżu: Inwestycje mogą stanąć w miejscu!
Gra toczy się o wszystko. Jeśli Rada Miasta na przełomie maja i czerwca nie klepnie dokumentu, Kielce mogą obudzić się w nowej, koszmarnej rzeczywistości. Brak planu to „zabetonowanie” urzędowych szuflad, ponieważ nikt nie dostanie decyzji o warunkach zabudowy, a nowe plany miejscowe po prostu nie powstaną.
Choć ratusz uspokaja, że to scenariusz pesymistyczny, to widmo paraliżu inwestycyjnego wisi nad miastem jak ciemna chmura. Projekt jest już dostępny w sieci, ale uwaga: to wciąż plac budowy, który pod wpływem protestów i opinii może zmienić się nie do poznania
Anna Barwinek

