Czarny dym nad kieleckim Baranówkiem postawił na nogi służby w czwartkowy wieczór. Przy ulicy Dzikiej cztery zastępy straży pożarnej walczyły z żywiołem, który błyskawicznie opanował poddasze budynku mieszkalnego. To kolejna interwencja świętokrzyskich strażaków w ostatnich tygodniach, które pod względem liczby pożarów domów są wyjątkowo niespokojne.
Walka o dach nad głową
Zgłoszenie o pojawieniu się ognia wpłynęło do kieleckiej straży pożarnej około godziny 17:40. Na miejsce natychmiast zadysponowano jednostki Państwowej Straży Pożarnej. Akcja była dynamiczna, a ratownicy musieli nie tylko powstrzymać płomienie, ale również zabezpieczyć sąsiednie zabudowania.
Dwie osoby przebywające wewnątrz budynku wyszły z niego jeszcze przed przybyciem służb. Na szczęście nie wymagały pomocy medycznej
– poinformowała Portal Kielecki mł. asp. Beata Gizowska, oficer prasowy KM PSP w Kielcach.
Niestety, straty materialne są poważne. Ogień nie dał szans konstrukcji, ale zniszczeniu uległo całe poddasze oraz drewniana więźba dachowa. Po opanowaniu płomieni strażacy przez wiele godzin prowadzili żmudne dogaszanie i sprawdzanie konstrukcji kamerami termowizyjnymi.
Seria pożarów w regionie. Zima zbiera żniwo
Pożar przy ul. Dzikiej wpisuje się w czarną serię, jaką kieleccy strażacy odnotowują w ostatnich tygodniach. Tegoroczna zima wyjątkowo mocno daje się we znaki mieszkańcom województwa świętokrzyskiego. Statystyki są niepokojące, bo tylko od początku roku liczba interwencji związanych z pożarami w budynkach jednorodzinnych wzrosła o kilkanaście procent względem ubiegłego roku.
Strażacy z którymi rozmawialiśmy wskazują, że przyczyną wielu z tych zdarzeń jest intensywny okres grzewczy. Nieszczelne przewody kominowe, przeciążone instalacje elektryczne oraz błędy przy obsłudze pieców to najczęstsze powody tragedii. Strażacy apelują o wzmożoną czujność i regularne przeglądy instalacji, gdyż przy obecnych mrozach chwila nieuwagi może doprowadzić do utraty dorobku całego życia.
Adam Wijas

