To nie jest zwykły mecz o trzy punkty, ale starcie sąsiadów z tabeli. Już dzisiaj Korona Kielce zmierzy się na wyjeździe z Radomiakiem. Na boisku zapowiada się walka o każdy metr murawy, ale na trybunach zabraknie jednego z najważniejszych elementów tego widowiska… kieleckich kibiców.
Nastroje w kieleckim obozie to mieszanka sportowej złości oraz ogromnej mobilizacji. Po spektakularnym zwycięstwie przy Łazienkowskiej przyszła bolesna lekcja od Zagłębia Lubin. Teraz podopieczni Jacka Zielińskiego chcą udowodnić, że wpadka przed własną publicznością była tylko wypadkiem przy pracy.
Dobrze się stało, że gramy tak szybko. Jest w nas duża żądza rewanżu. Wiemy, że daliśmy ciała i teraz po prostu trzeba to odrobić
– zapowiada bez ogródek trener Jacek Zieliński.
W podobnym tonie wypowiada się wahadłowy Korony, Konrad Matuszewski.
Porażka popsuła nam humory, ale teraz skupiamy się na Radomiaku. Wiem, że po przegranej powstała wokół nas otoczka zawodu, ale jest jeszcze wiele do zyskania
– mówił na konferencji prasowej piłkarz Korony Kielce.
Sektor gości pozostanie pusty
Największym cieniem na dzisiejszym widowisku kładzie się decyzja Komisji Ligi o zamknięciu sektora gości dla fanów Korony. Trener Zieliński nie przebierał w słowach, komentując tę sytuację podczas konferencji prasowej.
To zupełny absurd. Jeśli mecze mają być świętem, to nie rozumiem takiej decyzji. Komisja poszła po linii najmniejszego oporu. Będzie nam brakowało naszych kibiców
– podkreślił szkoleniowiec.
Radomiak z portugalskim sznytem
Zadanie nie będzie łatwe. Radomiak pod wodzą Gonçalo Feio przeszedł metamorfozę. Od czasu przejęcia sterów przez Portugalczyka, „Zielono-Biali” przegrali tylko raz w sześciu spotkaniach. Kielecki sztab szczególną uwagę zwraca na Capitę Capembę oraz będącego w życiowej formie Rafała Wolskiego.
Obie drużyny mają po 27 punktów. Zwycięstwo pozwoli jednej ze stron odskoczyć od strefy spadkowej i zbliżyć się do górnej połowy tabeli. Choć Radom to tradycyjnie trudny teren, kieleccy „Złocisto-Krwiści” wierzą w powtórkę z Warszawy.
Edyta Karys

