Kielecka Exbud Arena wciąż pozostaje nieodczarowana. W niedzielnym hicie 22. kolejki PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce musiała uznać wyższość aktualnego mistrza Polski, przegrywając z Lechem Poznań 1:2.
Choć po przerwie gospodarze rzucili się do odrabiania strat, zabójcza skuteczność poznaniaków z pierwszej połowy wystarczyła, by wywieźć ze świętokrzyskiego komplet punktów.
Zabójczy kwadrans mistrza
Lech Poznań od pierwszych minut narzucił swoje warunki gry, pokazując jakość godną obrońcy tytułu. Korona, choć starała się dotrzymać kroku faworytom, pękła po pół godzinie gry. Wynik otworzył Ali Gholizadeh, który po koronkowej akcji i prostopadłym podaniu od Leo Bengtssona pewnie pokonał Xaviera Dziekońskiego.
Gdy wydawało się, że kielczanie zejdą do szatni z jednobramkową stratą, w doliczonym czasie pierwszej połowy w polu karnym gospodarzy wybuchł prawdziwy chaos. W zamieszaniu przypominającym partię pinballa najwięcej sprytu wykazał Antonio Milić, który z bliska wpakował piłkę do siatki.
Trener gości, Niels Frederiksen, nie krył zadowolenia z tej fazy meczu.
Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu fantastyczna, jedna z najlepszych w sezonie. Zasłużenie prowadziliśmy 2:0
– ocenił szkoleniowiec Lecha.
Nadzieja Stępińskiego i sędziowski prysznic
Po zmianie stron kibice zobaczyli zupełnie inną Koronę – agresywną, grającą wyżej i zdeterminowaną. Sygnał do ataku dał Mariusz Stępiński, który w 54. minucie wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie Wiktora Długosza z rzutu rożnego i potężną główką zdobył bramkę kontaktową. Stadion w Kielcach dosłownie zapłonął, a kilka chwil później Stępiński po raz drugi utonął w objęciach kolegów. Radość była jednak krótka, bo sędzia po analizie uznał, że napastnik był na spalonym i bramkę anulował.
Ta decyzja wyraźnie podcięła skrzydła „Złocisto-Krwistym”. Mimo ambitnych prób Marcina Cebuli i wprowadzonych zmienników, Lech zdołał uszczelnić defensywę i dowieźć cenne zwycięstwo do końca.
Gorzkie wnioski w obozie Korony
Dla kieleckiego zespołu to kolejna bolesna lekcja. Korona nie wygrała u siebie od września 2025 roku, co staje się coraz poważniejszym problemem dla sztabu szkoleniowego. Trener Jacek Zieliński po meczu uderzył w samokrytyczne tony, przyznając, że w pierwszej połowie „nie poznawał swoich chłopaków”.
Porażka zawsze boli, natomiast trzeba powiedzieć, że Lech piłkarsko był lepszy. Jakość zdecydowała o wygranej rywala. W pierwszej połowie nie byliśmy sobą i to się musi zmienić
– podsumował Zieliński.
Podobnego zdania był Marcin Cebula, który wskazał na brak agresji w początkowej fazie meczu. Szansa na rehabilitację już w najbliższą sobotę, ponieważ kielczanie pojadą do Lublina na starcie z Motorem.
Alicja Martowska

