Kielce znalazły się w ścisłej czołówce miast korzystających z tzw. ustawy Lex Deweloper. W osiem lat wydano 18 zgód na budowę mieszkań w tym trybie. Dla inwestorów to szybka ścieżka. Dla mieszkańców coraz częściej powód do protestów.
Miasto rośnie szybciej niż plany
Najlepiej widać to przy ulicy Rajtarskiej. W miejscu zieleni powstanie duże osiedle złożone z 10 bloków i 12 budynków szeregowych. Inwestycja od początku budzi sprzeciw.
Tu było kiedyś pięknie, była zieleń i przyjemnie było wszędzie, a teraz wszędzie bloki. To jest mało przyjemne, wszędzie betonoza
– mówią Portalowi Kieleckiemu mieszkańcy.
Mimo protestów projekt będzie realizowany.
Szybciej, wyżej, intensywniej
Lex deweloper pozwala inwestorom ominąć część ograniczeń planów miejscowych i przyspieszyć procedury. Projekty mogą mieć większą skalę niż standardowo.
Inwestycje mogą mieć wyższe parametry, niż przewiduje plan miejscowy
– wyjaśnia Anna Dwurnik z Biura Rozwoju Miasta.
To właśnie ta elastyczność napędza boom inwestycyjny.
Korzyści kontra jakość przestrzeni
Miasto stawia warunki, oczekując infrastruktury towarzyszącej. Deweloperzy wskazują na realne zyski dla mieszkańców.
To mogą być drogi czy infrastruktura służąca lokalnej społeczności
– podkreśla Agnieszka Kmieć.
Jednak architekci studzą optymizm.
Jesteśmy w czołówce liczby inwestycji, ale niekoniecznie jakości
– ocenia Marcin Kamiński.
Wyścig z czasem
W ciągu ośmiu lat radni odrzucili sześć wniosków, ale większość projektów otrzymuje zielone światło. To może się jeszcze nasilić, bo przepisy Lex deweloper wygasają z końcem lipca.
Dla inwestorów to ostatni moment. Dla miasta – czas decyzji, które zostaną na lata.
Marta Grasegger

