Industria Kielce stoi przed najważniejszym wyzwaniem obecnego sezonu Ligi Mistrzów. Dzisiajo godzinie 18:45 Hala Legionów stanie się areną rewanżowego starcia z węgierskim OTP Bank-Pick Szeged.
Podopieczni Tałanta Dujszebajewa muszą odrobić trzy bramki straty z pierwszego spotkania, by przedłużyć swoje marzenia o awansie do ćwierćfinału najbardziej prestiżowych rozgrywek w Europie.
Wyrok za nieskuteczność
Kielczanie tydzień temu w Segedynie zderzyli się z murem własnej niemocy strzeleckiej. To właśnie brak zimnej krwi pod bramką rywala sprawił, że do domu wrócili z bagażem trzech trafień do tyłu.
Po czwartkowym meczu jesteśmy mądrzejsi o to, że jeżeli nie będziemy wykorzystywali sytuacji sam na sam z bramkarzami, to ciężko będzie awansować
– przyznaje bez ogródek Krzysztof Lijewski, drugi trener Industrii.
Szkoleniowiec zaznacza, że drużyna jest obecnie w połowie drogi. Według niego trzy bramki to w piłce ręcznej dystans, który można zniwelować błyskawicznie, o ile zespół zachowa koncentrację.
Jesteśmy zdrowi, zdeterminowani i gotowi. Z drugiej strony stoimy pod ścianą. Może to musi nas dodatkowo zmotywować, bo chcemy, żeby nasze marzenie nadal trwało
– dodaje Lijewski.
Taktyczne szachy i powrót lidera
W obozie Żółto-Biało-Niebieskich panuje umiarkowany optymizm dotyczący defensywy. Węgrzy w pierwszym starciu wyraźnie gubili się przy ustawieniu 5-1. Teraz jednak kielczanie muszą dołożyć do tego zabójcze tempo w ataku.
Największym wzmocnieniem może okazać się powrót Alexa Dujszebajewa. Kapitan zespołu od poniedziałku trenuje z pełnym obciążeniem. Choć sztab nie chce nakładać na niego całej odpowiedzialności za wynik, jego obecność na parkiecie jest kluczowa.
Alex dostał zielone światło od lekarzy. Czy zagra? Nie wiem. Jak zagra? Też nie wiem
– ucina spekulacje Krzysztof Lijewski. Podkreśla jednak, że Dujszebajew to lider, którego samo pojawienie się w kadrze daje drużynie ogromny impuls.
Plan na „kocioł” w Kielcach
Oprócz powrotu kapitana, kluczem do sukcesu ma być uniknięcie błędów technicznych, które w Segedynie napędzały kontry przeciwnika. Arkadiusz Moryto, skrzydłowy kieleckiej ekipy, zwraca uwagę na zbyt niską liczbę zdobytych bramek w pierwszym meczu.
Rzuciliśmy tylko 23 bramki, to zdecydowanie za mało. Musieliśmy się męczyć w ataku pozycyjnym, zamiast zdobywać łatwe trafienia z kontry
– analizuje Moryto.
Z tymi diagnozami zgadza się Lijewski, który zapowiada radykalną zmianę stylu gry w rewanżu. Według niego zawodnicy muszą podjąć większe ryzyko i narzucić rywalom mordercze tempo.
Musimy biegać jak szaleni. W pierwszym meczu z trzech kontr trafiliśmy tylko raz, to bardzo przeciętny wynik. Liczymy też na naszych kibiców. Oni zawsze robią kocioł i są naszym ósmym zawodnikiem
– kończy asystent Tałanta Dujszebajewa.
Marta Grasegger

