Od kilkunastu dni wokół radnego Macieja Burszteina narasta atmosfera, którą coraz trudniej nazwać zwykłą krytyką. To raczej konsekwentnie budowana polityczna narracja, w której chodzi o obniżenie jego wiarygodności. Właśnie temu służył incydent zakończony mandatami, który urósł do rangi sprawy ustrojowej.
Dzisiaj temat ma wrócić na sesję Rady Miasta Kielce, i wszystko wskazuje na to, że emocji znów będzie więcej niż faktów, bo radni będą dyskutować nad „wnioskiem” o pozbawienie Macieja Burszteina mandatu radnego. Rzecz w tym, że nawet gdyby za taką decyzją zagłosowali wszyscy radni, włącznie z samym zainteresowanym, byłoby to niezgodne z prawem.
Incydent był, konsekwencje też
Punktem wyjścia była interwencja policji z 29 marca w centrum Kielc. Zgłoszenie dotyczyło nietrzeźwego mężczyzny, który miał zachowywać się agresywnie. Sprawa została przeanalizowana pod kątem wykroczeń i zakończona w trybie mandatowym.
Zgromadzony materiał pozwolił na zakończenie sprawy w drodze postępowania mandatowego. 43-letni mieszkaniec przyjął mandaty karne
– poinformowała podkomisarz Małgorzata Perkowska-Kiepas z kieleckiej policji.
Nie było zarzutów karnych, nie było sprawy sądowej, nie ma też żadnego postępowania, które mogłoby skutkować poważniejszymi konsekwencjami.
Publiczne przeprosiny zamiast ucieczki
Co więcej, sam radny nie próbował sprawy przemilczeć. Opublikował nagranie, w którym przyznał się do błędu i przeprosił.
Uznałem, że takie rozwiązanie nie będzie uczciwe. Jestem świadomy swoich błędów, dlatego nie chciałem chować głowy w piasek
– mówił Maciej Bursztein.
W realiach polityki lokalnej, to gest raczej rzadki, niż oczywisty. Mimo to, sprawa żyje własnym życiem. W przestrzeni publicznej pojawiają się sugestie o możliwości wygaszenia mandatu radnego, a sam temat wraca na kolejne polityczne agendy.
Problem polega na tym, że takie scenariusze nie mają oparcia w przepisach.
Nie ma jakichkolwiek przesłanek czy podstaw prawnych do pozbawienia Macieja Burszteina mandatu radnego
– podkreśla przewodniczący Rady Miasta Kielce Maciej Jakubczyk.
I dodaje rzecz oczywistą, ale w tej sprawie najwyraźniej pomijaną.
Wielu z nas otrzymało mandat i nie jest to żadna nadzwyczajna sytuacja
– skonstatował.
Polityka zamiast proporcji
Trudno oprzeć się wrażeniu, że skala reakcji dawno przestała być proporcjonalna do samego zdarzenia. Wykroczenie, które zakończyło się mandatem i przeprosinami, zostało rozciągnięte do rozmiarów politycznego problemu.
Robert Bagiński

