Kielecka scena polityczna cały czas wrze, ale tym razem to nie spory na sesji Rady Miasta, a dym z płonącej flagi przykuwa uwagę mieszkańców. Nocny incydent na posesji radnego Wiesława Kozy to nie tylko akt zwykłego wandalizmu, ale i sygnał, że polityczne emocje w stolicy regionu niebezpiecznie przenoszą się z mównic pod prywatne domy samorządowców.
W ostatnich godzinach doszło do zuchwałego wtargnięcia na teren nieruchomości należącej do miejskiego radnego Wiesława Kozy. Nieznani sprawcy nie ograniczyli się jedynie do zniszczenia ogrodzenia, ale ich głównym celem była flaga Stanów Zjednoczonych.
Nocny rajd wandali: Wybiórcza agresja
Scenariusz zdarzenia sugeruje, że napastnicy dokładnie wiedzieli, po co przyszli. Na słupie znajdującym się na posesji radnego dumnie powiewały dwie flagi: biało-czerwona oraz gwieździsty sztandar USA. Co znamienne, narodowe barwy Polski pozostały nietknięte. Wandale skoncentrowali swoją agresję wyłącznie na symbolu Ameryki, co zdaniem radnego wyklucza przypadkowy chuligański wybryk.
Prawdopodobnie jakaś organizacja lewacka wtargnęła na mój teren, uszkadzając przy tym płot, i zerwała flagę amerykańską. Została ona połamana i podpalona. To akt wandalizmu i zdziczenia, w cywilizowanym świecie coś takiego nie powinno mieć miejsca
– komentuje ostro Wiesław Koza.
Radny: „Nie dam się zastraszyć”
Dla kieleckiego samorządowca, znanego ze swojej wyrazistej działalności społecznej i związkowej, ten atak to próba wywarcia presji na jego aktywność publiczną. Zniszczone ogrodzenie i spopielona flaga mają być, w opinii radnego, ostrzeżeniem, które jednak nie przyniosło zamierzonego skutku.
Wiesław Koza w wydanym oświadczeniu deklaruje twardo, że nie zamierza dać się zastraszyć.
Nie dam się zastraszyć i w dalszym ciągu będę aktywnie działał na niwie społecznej, politycznej oraz związkowej
– napisał na FB.
Policja na tropie, miasto w szoku
Sprawa trafiła już do kieleckich funkcjonariuszy, którzy zabezpieczają ślady i weryfikują okoliczne nagrania z monitoringu. Atak na prywatną posesję radnego to rzadkość w lokalnej skali, dlatego budzi on uzasadnione obawy o bezpieczeństwo osób publicznych w regionie. Czy był to jednostkowy wybryk radykałów, czy początek nowej, agresywnej formy „dialogu” politycznego w Kielcach? Odpowiedź na to pytanie zależy od skuteczności śledczych i odnalezienia sprawców tego aktu wandalizmu.
Robert Kamiński

