Choć wydawać by się mogło, że o polskich tradycjach wiemy już wszystko, region świętokrzyski skrywa obrzędy, które zapierają dech w piersiach. Czy słyszeliście o strażakach plujących ogniem przed kościołem? Albo o nocnym budzeniu panien uderzeniami w gigantyczny bęben?
Zabieramy Was w podróż po krainie, gdzie magia dawnych wierzeń wciąż miesza się z żarliwą wiarą, a wszystko to czyni województwo świętokrzyskie jeszcze bardziej wyjątkowym regionym.
Ognisty korytarz w Koprzywnicy, czyli bziukanie
Prawdziwe trzęsienie ziemi zaczyna się w Koprzywnicy. Gdy słońce chowa się za horyzont w Wielką Sobotę, na placu kościelnym dochodzi do scen mrożących krew w żyłach. To słynne „bziukanie” – unikalna tradycja, której korzenie sięgają czasów powstania styczniowego. Lokalni strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej nabierają w usta naftę i z ogromną siłą wydmuchują ją na płonące pochodnie.
Efekt jest zdumiewający! Nad procesją wystrzeliwują gigantyczne, kilkumetrowe słupy ognia, którym towarzyszy charakterystyczny dźwięk „bziuk”. Ten ognisty korytarz ma symbolicznie rozświetlać drogę Zmartwychwstałemu.
Widok strażaków „plujących ogniem” na tle zabytkowej architektury, to jedno z najbardziej emocjonujących przeżyć, jakie można zaserwować sobie podczas świąt w 2026 roku.
Tarabany w Iwaniskach: Nocny budzik dla panien
Zaledwie kilka kilometrów dalej, w Iwaniskach, ciszę wielkanocnej nocy przerywa zupełnie inny dźwięk. Tam o północy ze snu budzi mieszkańców taraban – potężny, zabytkowy bęben o niskim, przeszywającym brzmieniu. Młodzi kawalerowie przemierzają z nim ulice miasteczka, wybijając rytm, który ma ogłosić światu radosną nowinę.
Jednak tarabanienie ma też swój filuterny, lokalny cel. Bębniarze zatrzymują się pod oknami domów, w których mieszkają panny na wydaniu, nawołując je głośno do udziału w porannej rezurekcji. To swoisty muzyczny budzik, który łączy powagę wiary z dawnymi zwyczajami matrymonialnymi, tworząc atmosferę, której nie da się podrobić w żadnym innym zakątku Polski.
Magia wierzbowych kotków i „ocet wielkanocny”
Większość z nas na stół kładzie żurek, ale w powiecie włoszczowskim starsze pokolenia wciąż wspominają o „occie wielkanocnym”.
To zapomniana już niemal potrawa na bazie pszennych otrębów zalewanych wodą po gotowanych ziemniakach. Kuchnia regionalna w tym czasie to zresztą festiwal swojskości – barszcz biały, do którego sypie się święconą sól (niegdyś sypaną nawet do studni dla dobrej wody), smakuje tu wyjątkowo dzięki dodatkom chrzanu i swojskiej wędliny.
Świętokrzyska palma, zdobiona w Daleszycach czy Masłowie barwinkiem i bibułkowymi kwiatami, dawniej pełniła funkcję domowej tarczy. Poświęcone „kotki” połykano, by uchronić się przed bólem gardła, a małe krzyżyki z wierzbowych witek gospodarze z nabożeństwem wtykali w ziemię na rogach pól. Miało to chronić plony przed gradem i suszą, pokazując, jak głęboko wiara splotła się tu z dawnym, agrarnym cyklem życia.
Piknik pod Zielonym Stokiem i legenda o rycerzu
Nawet lany poniedziałek ma swój regionalny, piknikowy koloryt. W Rakowie całe rodziny wyruszają na tradycyjny spacer na tzw. Zielony Stok do leśnego źródełka. To moment, w którym ludzie częstują się resztkami święconki pod gołym niebem, oblewają wodą ze źródła i rozrzucają skorupki jajek.
Ten ostatni gest nawiązuje do lokalnej legendy o walecznym rycerzu zamienionym w raka, który uwalniając się ze swojego pancerza, pozostawił po sobie skorupy będące symbolem odrodzenia. Świętokrzyska Wielkanoc to więc fascynująca opowieść o ogniu, dźwięku i ziemi, która co roku udowadnia, że tradycja w tym regionie ma się świetnie i wciąż potrafi zadziwiać.
Marta Grasegger

