Miał być pod kontrolą, a tymczasem uderza ze zdwojoną siłą. Afrykański Pomór Świń (ASF) znów dziesiątkuje populację dzików w województwie świętokrzyskim. Tylko od początku 2026 roku w samym powiecie starachowickim znaleziono 35 padłych sztuk, a wirus „przeskoczył” już do sąsiednich powiatów.
Służby weterynaryjne ostrzegają: idzie ocieplenie, a wraz z nim wzrośnie aktywność zabójczego patogenu.
Starachowice w centrum epidemii
Sytuacja w lasach powiatu starachowickiego jest alarmująca. W pięciu zlokalizowanych ogniskach inspektorzy weterynarii znajdują kolejne martwe zwierzęta. Skala problemu jest ogromna – bywały dni, gdy z jednego tylko obszaru wywożono ponad 20 sztuk padliny.
Dzik, a obok locha i jej młode. Wszystkie zwierzęta padły w męczarniach
– relacjonuje lek. wet. Katarzyna Morton z PIW w Starachowicach.
Wirus nie oszczędza żadnego osobnika, a jego rozprzestrzenianie się ułatwia fakt, że padlina przyciąga inne dziki, które zarażają się poprzez kontakt z zanieczyszczoną glebą.
Pułapka, która trwa 5 lat
ASF to przeciwnik niezwykle cierpliwy. Wirus potrafi przetrwać w środowisku nawet do pięciu lat. Dlatego kluczowe jest odnajdywanie trucheł, w czym pomagają specjalnie szkolone psy. Każde miejsce znalezienia padliny musi zostać zutylizowane, a teren poddany rygorystycznej dezynfekcji.
Niestety, wirus nie zatrzymał się na jednym powiecie. Pierwszy raz od kilkunastu miesięcy zakażone zwierzę potwierdzono w powiecie skarżyskim. Nowe ogniska odnotowano także w powiatach: koneckim, ostrowieckim, a także opatowskim.
Wyrok dla hodowców: „Nie ma innego wyjścia niż wybicie stada”
Choć ASF nie jest groźny dla ludzi, dla gospodarki regionu stanowi śmiertelne zagrożenie. Wirus z łatwością przenosi się z dzików na trzodę chlewną. Objawy u świń są drastyczne: wysoka gorączka (do 42 stopni), apatia, wymioty i krwiste biegunki.
W przypadku pojawienia się wirusa w hodowli, nie ma innego wyjścia niż wybicie całego stada. Szczepionki wciąż nie ma
– ostrzega lek. wet. Edyta Gawlik-Rawska z Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Kielcach.
Odstrzał sanitarny i bioasekuracja
Służby ratują sytuację zarządzając tzw. odstrzały sanitarne. Myśliwi z kół łowieckich, takich jak „Nemrod”, mają obowiązek redukcji populacji dzików w swoich obwodach. Każde pozyskane zwierzę trafia do chłodni pod nadzorem weterynaryjnym, gdzie pobierane są próbki krwi do badań.
Specjaliści apelują do rolników i spacerowiczów: nadchodzące ciepłe miesiące sprzyjają wirusowi. Tylko rygorystyczna bioasekuracja – maty dezynfekcyjne, zmiana odzieży przed wejściem do chlewni i zabezpieczenie paszy – może uratować świętokrzyskie gospodarstwa przed katastrofą.
Piotr Gebert

