To prawdziwy ewenement na skalę ogólnopolską, który budzi zdumienie ekspertów. Podczas gdy polski rynek pracy pęka w szwach od przyjezdnych, województwo świętokrzyskie stało się białą plamą na mapie migracyjnej. Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że udział pracujących u nas obcokrajowców nie przekracza nawet skromnego jednego procenta.
W całym kraju sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż u nas, bo liczba cudzoziemców wykonujących pracę przekroczyła już barierę 1,1 miliona osób.
To potężna armia rąk do pracy, która w ciągu zaledwie roku urosła o ponad sześć procent. Królują przede wszystkim obywatele Ukrainy, stanowiący aż dwie trzecie tej populacji, ale nasz region w tym wielkim wyścigu o pracownika zajął ostatnie miejsce. Oznacza to, że świętokrzyski rynek pracy w porównaniu z resztą kraju jest dla imigrantów po prostu najmniej atrakcyjny pod słońcem.
Dlaczego u nas nie chcą pracować i żyć
Cudzoziemcy wybierają Polskę dla konkretnych korzyści, takich jak stabilne zarobki, bezpieczeństwo czy dostęp do edukacji dla swoich dzieci. Cenią sobie bliskość kulturową oraz fakt, że polskie uczelnie dają szansę na pewniejszy start w Unii Europejskiej.
Skoro jednak w Kielcach i okolicach warunki do życia są teoretycznie dobre, to dlaczego przyjezdni wolą osiedlać się w innych województwach? Brak rąk do pracy może wkrótce stać się gwoździem do trumny dla lokalnej gospodarki, która bez dopływu nowych sił zacznie drastycznie zwalniać.
Ewa Sztechman

