Dzisiejszy świt przyniósł nerwowe chwile w podkieleckim Promniku. Tuż po godzinie 5:00 na terenie Przedsiębiorstwa Gospodarki Odpadami zawyły syreny. Powód? Niebezpieczny wzrost temperatury i gęste kłęby dymu wydobywające się spod hałdy śmieci. Siedem zastępów straży pożarnej ruszyło do walki z żywiołem, który czaił się głęboko pod powierzchnią.
Niewidzialne zagrożenie pod kontrolą
Zgłoszenie wpłynęło do dyżurnego o godzinie 5:26. Kiedy pierwsze wozy bojowe wjechały na teren zakładu, sytuacja wyglądała groźnie, choć nie było widać otwartych płomieni. Okazało się, że mamy do czynienia z tzw. tleniem podpowierzchniowym tj. procesem niezwykle trudnym do opanowania, bo źródło żaru ukryte jest metr pod warstwą materiału.
Odpady nie paliły się otwartym ogniem, ale wysoka temperatura i zadymienie wymagały natychmiastowej reakcji. Musieliśmy precyzyjnie zlokalizować każde zarzewie ognia
– relacjonują przedstawiciele Komendy Wojewódzkiej PSP w Kielcach.
Koparki i ładowarki na pierwszej linii frontu
Standardowe lanie wody to w takim przypadku za mało. Strażacy musieli sięgnąć po broń pancerną – do akcji włączono ciężkie maszyny budowlane. Koparki i ładowarki godzina po godzinie „rozbebeszały” hałdę odpadów, pozwalając ratownikom dotrzeć z wodą bezpośrednio do żaru.
Dzięki sprawnej współpracy załogi PGO i strażaków, sytuację udało się opanować, zanim dym zdążył rozprzestrzenić się na okoliczne miejscowości.
Czy mieszkańcy są bezpieczni?
Najważniejsze pytanie brzmi: czy toksyczne wyziewy zagroziły ludziom? Służby ratunkowe uspokajają.
Sytuacja jest w pełni opanowana. W wyniku incydentu nikt nie ucierpiał. Nie stwierdzono zagrożenia dla mieszkańców ani środowiska naturalnego
– informuje straż pożarna. Nie było też potrzeby wprowadzania jakichkolwiek procedur ewakuacyjnych.
PGO pracuje normalnie, szukają przyczyn
Obecnie zakład w Promniku funkcjonuje bez zakłóceń. Śmieciarki wjeżdżają na teren zgodnie z harmonogramem, ale na miejscu wciąż trwa weryfikacja. Eksperci sprawdzają, co było bezpośrednią przyczyną samozapłonu, czy to reakcje chemiczne wewnątrz odpadów, czy błąd w magazynowaniu.
To zdarzenie to kolejny sygnał, że składowiska odpadów wymagają stałego monitoringu termowizyjnego, by dusić takie pożary w samym zarodku.
Wagda Wydra

