Po tym, jak Konfederacja opublikowała szczegółowe wyliczenia dotyczące majątku Agaty Wojdy, w sieci rozpętała się prawdziwa burza. Czy 13,5 tysiąca złotych „na rękę” za zarządzanie miastem wojewódzkim to luksus, czy może – jak twierdzą niektórzy – pensja nieadekwatna do odpowiedzialności?
Z opublikowanego oświadczenia majątkowego wynika, że majątek Agaty Wojdy opiera się głównie na nieruchomościach – prezydent Kielc posiada dwa mieszkania (54,8 m² oraz 36 m²), których łączną wartość szacuje się na około 670 tysięcy złotych. Do tego dochodzą udziały w domu, grunty rolne oraz las.
Uwagę internautów przykuł jednak garaż pani prezydent. Okazuje się, że Agata Wojda jeździ Mazdą 2 z 2007 roku. Przy oszczędnościach rzędu 32 tysięcy złotych i kredycie hipotecznym, w którym do spłaty zostało jeszcze 134 tysiące, łączny majątek netto włodarki Kielc oscyluje w granicach 600 tysięcy złotych.
„Powinna być najniższa krajowa”
Post Konfederacji błyskawicznie stał się polem bitwy na argumenty. Część komentujących nie kryje oburzenia wysokością zarobków, które brutto sięgają blisko 20 tysięcy złotych miesięcznie. Pojawiły się radykalne propozycje uzależnienia pensji od… wyników finansowych miasta.
„Pensja powinna być uzależniona od wyników. Jak miasto się super rozwija, to niech prezydent zarabia dużo, a gdy miasto się „zwija”, tak jak Kielce, to prezydent powinien płacić solidną karę”
– grzmi jeden z internautów, Bartek.
Inni idą jeszcze dalej, sugerując, że politycy powinni pracować na umowach krótkoterminowych. Chodzi im o to, aby można było polityka odwołać, gdy nie sprawdza się na piastowanym stanowisku.
„Normalny Kowalski jest rozliczany za swoją pracę i utrzymuje stanowisko lub wylatuje, a politycy byle do końca kadencji”
– czytamy w jednym z komentarzy na FB.
Druga strona medalu: „To za mało”
Nie brakuje jednak głosów broniących obecnych stawek. Dla wielu komentujących 13,5 tysiąca złotych netto za zarządzanie organizmem wielkości Kielc to kwota „całkiem skromna”. Niektórzy zauważają, że w sektorze prywatnym menedżerowie odpowiedzialni za budżety idące w miliardy złotych zarabiają wielokrotność tej sumy.
Pojawiają się też opinie, że dobra pensja prezydenta miasta, to inwestycja w jakość rządzenia.
„Za mało. Wreszcie super gospodarz”
– pisze pani Magdalena, która z zagranicy obserwuje zmiany w mieście i deklaruje, że przy takim tempie rozwoju chętnie wróci do Kielc z całą rodziną.
Miasto wojewódzkie w cenie rynkowej?
Spór o zarobki Agaty Wojdy to w rzeczywistości szersza dyskusja o tym, ile powinna kosztować profesjonalna władza. Czy prezydent miasta powinien zarabiać tyle, co wykwalifikowany programista, czy może jego pensja powinna być „karą” za brak efektów? Dane z Biuletynu Informacji Publicznej są jasne, ale ich interpretacja pozostaje kwestią otwartą.
Dla jednych 161 800 zł rocznego dochodu to dowód na „Bizancjum” w kieleckim urzędzie, dla innych – sygnał, że służba publiczna w Polsce jest zwyczajnie niedopłacona.
Robert Kamiński

