Mieszkańcy Kolonii Robotniczej w Starachowicach znów przeżyli chwile grozy. W niedzielny wieczór ogień strawił budynek gospodarczy położony w samym sercu osiedla. Choć nikt nie zginął, służby nie mają złudzeń, że to nie był przypadek.
Wszystko wskazuje na to, że było to celowe podpalenie, a straty są gigantyczne.
Ogień w środku nocy. „Przykro patrzeć”
Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do strażaków przed północą. Gdy pierwsze zastępy dotarły na miejsce, drewniano-murowana konstrukcja stała już w całości w ogniu. Płomienie zagrażały pobliskim zabudowaniom, co wywołało panikę wśród lokatorów.
Prezydent Starachowic, Marek Materek, nie krył rozgoryczenia w mediach społecznościowych.
Przykro patrzeć. Komórki lokatorskie przy budynku, który pewien czas temu podpalono, a którego w tym roku generalny remont planujemy rozpocząć
– napisał włodarz miasta, sugerując, że okolica ma wyjątkowego pecha do ognia.
Straty idą w setki tysięcy
Choć w akcji gaśniczej nikt nie ucierpiał, bilans strat jest bolesny. Wstępne szacunki mówią o kwocie 100 tysięcy złotych. Strażacy i policja otwarcie mówią o podejrzeniu podpalenia. To rzuca cień strachu na całą ulicę Robotniczą, która z pożarami zmaga się od lat.
Czy to seryjny podpalacz?
Mieszkańcy pamiętają poprzednie tragedie w tym samym miejscu. Kilka lat temu ogień strawił poddasze i mieszkania w sąsiednim bloku. Fakt, że pożary wybuchają w tej samej lokalizacji, budzi podejrzenia, że na osiedlu może grasować piroman. Służby badają powiązania między tymi zdarzeniami, podczas gdy miasto mimo przeciwności planuje odbudowę zniszczonej infrastruktury.
Edyta Olszewska

