31-letni mężczyzna, który miał przed sobą całe życie, zginął w najbardziej przerażający sposób – we własnej miejscowości, zaledwie kilkanaście sekund marszu od progu domu, w którym czekała na niego matka. Zabrakło mu tchu, sił, a może po prostu szczęścia. Zabił go niewidzialny morderca: mróz.
Poniedziałkowy poranek w miejscowości Zofiówka (gmina Gnojno) nie zwiastował tak potwornych wieści. Wszystko zmieniło się w jednej chwili, gdy mężczyzna jadący rano do pracy dostrzegł na poboczu nieruchomą postać. To, co zobaczył w rowie niedaleko drogi, będzie go prześladować w snach.
Reanimacja była już tylko formalnością
Na miejscu błyskawicznie pojawiły się sygnały policji i karetka pogotowia. Niestety, dla 31-latka nie było już ratunku. Jego ciało było lodowate.
Leżące niedaleko od drogi zwłoki mężczyzny zauważył człowiek, który jechał do pracy. Natychmiast wezwał pogotowie ratunkowe i policję. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon 31-latka
– relacjonuje asp. szt. Tomasz Piwowarski, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Busku-Zdroju.
Dramat matki. Syn zmarł tuż obok niej
Najbardziej bolesny w tej tragedii jest fakt, jak blisko ocalenia był ten młody człowiek. Mężczyzna mieszkał ze swoją matką. Gdy on walczył o życie w mroźną noc, ona prawdopodobnie spała, nieświadoma, że jej jedyny syn umiera zaledwie 200 metrów od ich wspólnego domu.
Policja wstępnie wyklucza udział osób trzecich. Na ciele zmarłego nie znaleziono śladów walki czy brutalnego ataku.
Funkcjonariusz dodał, że zmarły nie miał obrażeń, które mogłyby wskazywać na to, że do jego śmierci ktoś się przyczynił
– podają śledczy.
Śledztwo pod nadzorem prokuratora
Dlaczego silny, młody mężczyzna nie zdołał dotrzeć do drzwi własnego domu? Czy zasłabł? A może zabłądził w ciemnościach? Odpowiedzi na te pytania szukają teraz śledczy.
Najbardziej prawdopodobną przyczyną śmierci mężczyzny było wychłodzenie organizmu. Dokładne okoliczności tragedii wyjaśni śledztwo, które policja prowadzi pod nadzorem prokuratora
– czytamy w raporcie.
To zdarzenie to ponura przestroga dla nas wszystkich. Wystarczy chwila słabości, niska temperatura i obojętność otoczenia, by doszło do dramatu, którego nie da się już odwrócić.
Alicja Martowska

