To miała być perfekcyjnie rozegrana pułapka. Był dramat, był płacz, była groźba więzienia i konkretna kwota do zapłacenia. Oszuści próbowali wyłudzić od 71-letniej mieszkanki Masłowa aż 250 tysięcy złotych. Odegrali przed nią złodziejski spektakl: od zapłakanej „córki” po bezwzględną „komendant Lisewską”. Zawiedli się w jednym: seniorka zachowała zimną krew.
Wszystko zaczęło się w poniedziałek, tuż przed godziną 17. Telefon stacjonarny w domu seniorki zadzwonił nagle. Po drugiej stronie – płacząca kobieta, która podawała się za jej córkę. Szlochając, mówiła o wypadku drogowym i ciężko rannym człowieku, który miał trafić do szpitala przy ul. Grunwaldzkiej w Kielcach.
Emocje sięgnęły zenitu. W trakcie rozmowy 71-latka, nieświadoma podstępu, użyła imienia swojej córki. To był moment, który oszuści wykorzystali bez wahania.
Tu komendant Lisewska. Grozi więzienie
Kilka minut później telefon zadzwonił ponownie. Tym razem kobieta przedstawiła się jako komendant miejska policji: „Lisewska”. Ton był chłodny i bezlitosny. Seniorka usłyszała, że jej córce grozi od 4 do 8 lat więzienia, ale „sprawę można jeszcze załatwić”. Cena za „zatuszowanie” przestępstwa? 250 tysięcy złotych w gotówce.
Rzekoma policjantka poleciła też podać numer telefonu komórkowego. Gdy starsza kobieta to zrobiła, oszuści natychmiast przenieśli rozmowę na komórkę, nie dając jej chwili na oddech ani refleksję.
Chwila prawdy i szybka decyzja
Presja była ogromna, scenariusz dopracowany, a emocje podkręcane do granic możliwości. W pewnym momencie seniorka zaczęła jednak łączyć fakty. Coś się jednak nie zgadzało. Dlatego przerwała rozmowę i zadzwoniła do rodziny. Prawda wyszła na jaw w kilka minut, a o całej sprawie natychmiast powiadomiono policję. Do przekazania pieniędzy na szczęście nie doszło.
Teraz sprawą zajmują się funkcjonariusze, a poszukiwania sprawców są w toku. Świętokrzyska policja po raz kolejny apeluje o ostrożność.
Edyta Karys

