Mieszkańcy Białogonu, Zalesia i okolic ulicy Posłowickiej tłumnie zjawili się na obradach, by wykrzyczeć swoje niezadowolenie. Ludzie są przerażeni, bo nowy plan ogólny może zamienić ich marzenia o własnych domach w gruzy!
To śmierć dla naszych dzielnic!
– grzmią protestujący, oskarżając urzędników o to, że zamiast słuchać ludzi, oddali władzę bezdusznym algorytmom.
Algorytmy zamiast ludzi? „Mamy się nie rozwijać!”
Mieszkańcy nie kryją emocji. Przemysław Grabowski, jeden z protestujących, twierdzi wprost, że przygotowany dokument wygląda tak, jakby wypluł go komputer bez żadnej refleksji nad losem człowieka. Efekt? Budować będzie można tylko tam, gdzie domy już stoją. Reszta terenu ma zostać „zamrożona”.
Jeszcze gorzej sytuacja wygląda na ulicy Posłowickiej. Tamtejsze grunty wrzucono do tzw. „strefy otwartej”. Co to oznacza w urzędniczym żargonie? Bezwzględny zakaz zabudowy!
Dla nas to sytuacja nie do zaakceptowania. Złożyliśmy masę wniosków w konsultacjach i wszystkie trafiły do kosza!
– denerwuje się Katarzyna Klimczak, mieszkanka okolicy.
Władza obiecuje „kreatywność” i rozmowy
Wiceprezydent Łukasz Syska próbuje gasić pożar i uspokajać nastroje. Deklaruje, że właściwe konsultacje dopiero ruszą i urzędnicy spróbują „kreatywnie” podejść do granic planistycznych, by wygospodarować więcej miejsca pod domy jednorodzinne.
W ramach konsultacji mają się odbyć spotkania z mieszkańcami w każdym okręgu wyborczym. To maja być indywidualne rozmowy o każdym odrzuconym wniosku.
Walka o każdą działkę
Mieszkańcy zapowiadają, że nie odpuszczą. Dla wielu z nich działki na peryferiach, to dorobek całego życia lub jedyna szansa na pozostanie w Kielcach. Jeśli plan przejdzie w obecnej formie, wartość ich ziemi drastycznie spadnie, a dzielnice takie jak Białogon staną się skansenami.
Piotr Gebert

