19 mandatów w rok i dwa miliony długu. W kieleckich autobusach trwa ryzykowna gra w „kotka i myszkę”, w której stawką są ogromne pieniądze. Zarząd Transportu Miejskiego ma już dość czekania na przelewy od opornych pasażerów i wyciąga ciężkie działo, czyli profesjonalną windykację. Jeśli ktoś myśli, że brak biletu ujdzie mu na sucho, to powinien się raczej przygotować na to, że wkrótce ktoś zapuka bezpośrednio do drzwi jego domu.
Miliony „uciekły” z miejskiej kasy
Statystyki nie kłamią i pokazują, że kieleccy pasażerowie coraz częściej zapominają o obowiązku skasowania biletu. Tylko w ubiegłym roku kontrolerzy wystawili blisko 13 tysięcy wezwań do zapłaty. To o 300 więcej niż rok wcześniej. Skala problemu jest potężna, bo suma kar opiewa na kwotę około 2 milionów złotych. Choć połowę udało się odzyskać, reszta wciąż figuruje w księgach jako dług.
Dyrektor ZTM, Barbara Damian, nie zamierza jednak odpuszczać. Już w lutym ruszy przetarg na firmę, która zajmie się dłużnikami systemowo.
Firma ma takie inne swoje sposoby na to, aby te należności ściągać. Również stosowane są ugody. Ta firma może również pukać do drzwi mieszkańców i proponować jakieś porozumienie
– tłumaczy Barbara Damian.
Sąd zamiast mandatu? Recydywiści mają problem
Wśród tysięcy pasażerów trafiają się prawdziwi „kolekcjonerzy”. Niechlubny rekordzista 2025 roku został złapany bez biletu aż 19 razy. Dla takich osób mandat w wysokości 200 złotych przestał być straszakiem, dlatego służby mundurowe i urzędnicy zmieniają strategię. Notoryczne unikanie opłat może skończyć się nie tylko u windykatora, ale i przed obliczem sędziego.
O konsekwencjach jasno mówi Portalowi Kieleckiemu podkom. Małgorzata Perkowska-Kiepas, oficer prasowy KMP w Kielcach.
Jeśli ktoś zostanie złapany i wcześniej dwukrotnie nie uiścił opłaty za mandat za ten czyn, zostaje wtedy przez ZTM składane zawiadomienie
– wyjaśnia.
Większość takich spraw znajduje swój finał w sądzie, co dla gapowicza oznacza znacznie wyższe koszty niż cena jednorazowego przejazdu. Biorąc pod uwagę, że mandat to aż 50-krotność ceny biletu normalnego, kielecka matematyka jest prosta: jazda na gapę to najdroższy sposób podróżowania po mieście.
Adam Wijas

