Pieniądze leżą na ulicy i to dosłownie – nawet dwa miliony złotych rocznie. Taką tezę stawia radny PiS Piotr Kisiel, który wprost pyta władze Kielce, dlaczego miasto samo zamknęło sobie drogę do dodatkowych dochodów. Chodzi o reklamy w pasach drogowych i wybranych przestrzeniach miejskich, dziś praktycznie zablokowane przez obowiązującą uchwałę krajobrazową.
Zdaniem radnego PiS Piotra Kisiela, to nie estetyka wygrała, lecz ideologia, a rachunek za to płacą mieszkańcy, ponieważ w budżecie nie ma pieniędzy, które mogłyby go zasilać.
Reklamowy potencjał, którego Kielce nie wykorzystują
Interpelacja złożona przez Piotra Kisiela dotyka tematu, który od miesięcy pojawia się w kuluarach ratusza, ale dotąd nikt nie odważył się nazwać go wprost. Według szacunków, uporządkowany system miejskich nośników reklamowych mógłby co roku zasilać budżet Kielc kwotą sięgającą 2 mln zł. Chodzi o ściśle kontrolowane lokalizacje, standaryzowane formaty i pełną zgodność z zasadami bezpieczeństwa ruchu drogowego.
Radny podkreśla, że nie chodzi o powrót do czasów, gdy banery wyrastały jak grzyby po deszczu, lecz o model znany z wielu dużych miast w Polsce i Europie.
Nie wnioskuję o to, żebyśmy powrócili w Kielcach do chaosu reklamowego, kiedy to każdy mógł umieścić reklamę o dowolnej treści w dowolnym miejscu. Zależy mi na tym, aby wypracować taki model, który określi na jakich nośnikach i w jakich miejscach można by było umieszczać reklamy w przestrzeni miejskiej
– argumentuje radny Kisiel.
Uchwała krajobrazowa: porządek czy finansowy knebel?
Rada Miasta Kielce przyjęła uchwałę krajobrazową w kwietniu 2022 roku. Przepisy weszły w życie w maju tego samego roku, a okres dostosowawczy zakończył się w maju 2025 roku. Dokument szczegółowo reguluje lokalizację reklam, szyldów i elementów małej architektury, a za nieprzestrzeganie zasad przewidziano wysokie kary finansowe.
Problem, jak wskazuje radny, polega na tym, że miasto wylało dziecko z kąpielą. Walcząc z nielegalnymi reklamami, skutecznie zablokowało również możliwość legalnego, kontrolowanego i dochodowego wykorzystania przestrzeni publicznej.
Dzięki uporządkowaniu tej kwestii do budżetu miasta wpływałyby dodatkowe pieniądze, które można by było przeznaczyć na realizację ważnych dla mieszkańców zadań
– podkreśla Kisiel.
Pieniądze są. Decyzji brak
Interpelacja stawia władzom miasta niewygodne pytanie: czy Kielce stać na rezygnację z milionów złotych rocznie, gdy jednocześnie słyszymy o brakach finansowych, cięciach i odkładanych inwestycjach? Radny PiS przekonuje, że to nie kwestia prawa, lecz woli politycznej i odwagi w korekcie obowiązujących przepisów.
Na razie ratusz milczy, ale temat może wrócić już 15 stycznia, gdy radni będą dyskutować nad budżetem miasta, którego nie udało się uchwalić w grudniu. Poszło o pieniądze…
Ewa Sztechman

