To miał być spokojny, niedzielny poranek, ale zamienił się w prawdziwą walkę o dobytek całego życia. Mieszkańców ulicy Nadstawnej w Końskich wyrwał ze snu ryk strażackich syren. Nad jednym z domów jednorodzinnych pojawiły się kłęby gęstego dymu i niszczycielskie języki ognia.
Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do służb w niedzielę rano. Sytuacja wyglądała groźnie, ponieważ żywioł zaatakował nieużytkowane poddasze, błyskawicznie dobierając się do konstrukcji dachu. Gdyby nie błyskawiczna reakcja strażaków, z budynku mogłyby zostać tylko zgliszcza.
Pożar pojawił się w budynku mieszkalnym przy ul. Nadstawnej w Końskich. Ogień objął nieużytkowane poddasze domu jednorodzinnego, powodując uszkodzenia konstrukcji dachu i stropu
– relacjonuje mł. bryg. Mariusz Czapelski z Komendy Powiatowej PSP w Końskich.
Bitwa trwała godziny
Do akcji ruszyło aż pięć zastępów straży pożarnej (PSP i OSP). Strażacy przez blisko 2,5 godziny zmagali się z żywiołem, rozcinając konstrukcję dachu i dogaszając zarzewia ognia ukryte w stropie. Choć straty materialne są bolesne, najważniejsza wiadomość jest taka, że nikt nie zginął ani nie odniósł obrażeń.
Zabójcza nieszczelność? Śledczy wskazują winnego
Jak to możliwe, że ogień pojawił się na nieużywanym poddaszu? Wszystko wskazuje na to, że winowajcą był „ukryty wróg” w ścianie.
Według wstępnych ustaleń, przypuszczalną przyczyną tego dramatu była nieszczelność przewodu kominowego. To przestroga dla wszystkich właścicieli domów, że jedna mała szczelina w kominie może zamienić dom w pułapkę.
Akcja została zakończona przed południem, ale dogaszanie i sprawdzanie pogorzeliska trwało długo, by mieć pewność, że ogień nie powróci. Mieszkańcy Końskich mogą odetchnąć z ulgą, ale dla poszkodowanej rodziny zaczyna się teraz trudny czas liczenia strat.
Marta Grasegger

