Zaledwie pół roku wystarczyło, by ambitny plan „posprzątania” Kielc z reklamowego chaosu zderzył się z twardą rzeczywistością. Choć z elewacji kamienic zniknęły krzykliwe szyldy, a mieszkańcy odetchnęli z ulgą, patrząc na odświeżone oblicze miasta, to nad kieleckim Ratuszem zawisły ciężkie pytania o pieniądze.
Miasto właśnie szykuje modyfikację przepisów, a na szali kładzie dwa sprzeczne interesy: bezkompromisową walkę o estetykę prezydent Agaty Wojdy oraz finansowy pragmatyzm radnego Piotra Kisiela. Kto wygra tę walkę o krajobraz?
Miasto odzyskało twarz, ale biznes liczy straty
Symbolem zmian stał się budynek Zakładu Doskonalenia Zawodowego, który przez lata był szczelnie otulony wielkoformatowymi reklamami. Dziś straszy lub …cieszy oko, pustą elewacją. Dla wielu kielczan to zmiana na lepsze, bo walka o przestrzeń bez wizualnego hałasu była wyczekiwana od lat.
Jak dla mnie, wygląda to fatalnie i szpeci mocno okolicę. Tu mamy ładnie, a te wszystkie krzyczące reklamy szpecą
– ocenił w rozmowie z Portalem Kieleckim jeden z mieszkańców.
Jednak medale mają dwie strony. Restrykcje, które w śródmieściu pozwalają jedynie na skromne szyldy informacyjne, uderzyły po kieszeni przedsiębiorców. Głosy niezadowolenia słychać było już jesienią, co zmusiło władze do ponownego otwarcia dyskusji nad kształtem przepisów.
Wojda: Nowoczesność na przystankach, nie na drogach
Prezydent Kielc Agata Wojda szuka złotego środka. Jej propozycja to swoisty kompromis technologiczny: zamiast chaosu na płotach, uporządkowana nowoczesność w infrastrukturze miejskiej.
To także poprawka, która umożliwi lokalizację nowoczesnych reklam na przystankach komunikacji publicznej, co może stanowić dochód dla miasta
– zapowiedziała prezydent Wojda
To rozwiązanie ma generować zyski, nie raniąc jednocześnie oczu przechodniów. Jednak dla opozycji to wciąż za mało w obliczu potrzeb budżetowych stolicy województwa.
Kisiel: Dwa miliony leżą na ulicy
Radny Piotr Kisiel (PiS) patrzy na miasto jak na przedsiębiorstwo, które nie powinno rezygnować z łatwych dochodów. Jego propozycja jest jasna: powrót reklam do pasów drogowych. Według radnego, uparte trzymanie się restrykcyjnych zasad to luksus, na który Kielc obecnie nie stać.
Przede wszystkim oznaczałoby to większe wpływy do budżetu. Ze wstępnych szacunków wynika, że może to być około dwóch milionów złotych rocznie. To całkiem pokaźny zastrzyk finansowy
– argumentował Piotr Kisiel.
Argument finansowy trafia do wielu, zwłaszcza w dobie szukania oszczędności, ale prezydent pozostaje nieugięta w kwestii estetycznego kręgosłupa uchwały.
Rozumiem argument finansowy, natomiast jestem przeciwniczką psucia estetyki miasta poprzez dużą liczbę reklam w pasach ruchu drogowego
– podkreśliła Agata Wojda.
Co przyniesie marzec?
Nowa wersja dokumentu ma być gotowa do końca pierwszego kwartału tego roku. Mieszkańcy pozostają podzieleni – jedni chwalą oddech od komercyjnego ataku, inni widzą w przepisach niepotrzebne kłody rzucane pod nogi lokalnym firmom.
Nie znam się na tym, ale myślę, że niektóre również są potrzebne
– zauważał kolejny kielczanin, oddając tym samym istotę całego sporu. Czy Kielce znajdą balans między „ładnym” a „opłacalnym”? Odpowiedź poznamy już wkrótce.
Magda Wydra

