Kolejny dzień i kolejna historia radnego. Do Sądu Rejonowego w Kielcach trafił akt oskarżenia przeciwko Gerardowi Pedryczowi, radnemu Sejmiku Województwa Świętokrzyskiego, oraz byłej dyrektorce Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy. Prokuratura zarzuca im przekroczenie uprawnień i nieuprawnione przetwarzanie danych osobowych pracownika placówki.
Radny Gerard Pedrycz twierdzi jednak, że to „polityczna próba zamknięcia mu ust” przez zarząd województwa, któremu patrzy na ręce.
Kontrola, która skończyła się w prokuraturze
Sprawa ma swój początek pod koniec 2024 roku. Gerard Pedrycz, działając w ramach komisji rewizyjnej, kontrolował politykę kadrową w podległym marszałkowi WOMP-ie. Według ustaleń śledczych, radny wykazał się nadmierną dociekliwością.
A było tak. Podczas analizy zatrudnienia w WOMP, co miało miejsce w listopadzie 2024 roku, drugi z kontrolujących radnych sprzeciwił się przeglądaniu umów i wysokości wynagrodzeń, uznając, że komisja rewizyjna nie miała do tego uprawnień. Pedrycz nie dał jednak za wygraną i miesiąc później miał wrócić do placówki sam i poprosić ówczesną dyrektor, Annę M., o akta osobowe konkretnego pracownika.
Prokuratura twierdzi, że radny zapoznał się z wrażliwymi danymi bez zgody pracownika, co wykraczało poza zakres pisemnego upoważnienia do kontroli.
Prokurator przedstawił oskarżonym zarzuty przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków. Grozi im do 3 lat pozbawienia wolności
– wyjaśnia Portalowi Kielecekiemu Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
Pedrycz: „To efekt mrożący i prześladowanie”
Radny Gerard Pedrycz przesłał do mediów obszerne oświadczenie, w którym nie zostawia na prokuraturze i władzach regionu suchej nitki. Jego zdaniem sprawa ma charakter polityczny i jest elementem prześladowania go za to, że skrupulatnie i dociekliwie wykonywał swoje obowiązki.
To polityczna próba zamknięcia mi ust, ponieważ jako radny jestem dociekliwy w badaniu prawidłowości działań Zarządu Województwa z Panią Marszałek na czele. Moja aktywność kontrolna jest dla władz regionalnych niewygodna
– napisał radny.
Pedrycz wytyka śledczym pośpiech, że akt oskarżenia skierowano dzień po terminie wyznaczonym na zapoznanie się z aktami, co zdaniem radnego uniemożliwiło mu złożenie wyjaśnień w obecności adwokata. Podkreśla też, że sprawa została wcześniej umorzona, a została „reanimowana” dopiero po zażaleniu złożonym przez panią marszałek.
Rzecz w tym, że trudno doszukiwać się tutaj polityki, skoro radny jest członkiem Koalicji Obywatelskiej, a wymiar sprawiedliwości – w tym prokuratura, podlega właśnie tworzonemu przez to ugrupowanie rządowi Donalda Tuska.
Gdzie kończy się prawo radnego do kontroli?
Oskarżony radny argumentuje, że jako członek komisji rewizyjnej miał obowiązek zweryfikować sygnały o nieprawidłowościach w zatrudnieniu.
Działałem w granicach prawa. Niczego nie wyniosłem, nie kopiowałem. Interesowały mnie wyłącznie kwestie prawidłowości zatrudnienia
– zapewnia.
Zupełnie inaczej widzi to prokuratura, dla której akta osobowe i dane o zarobkach konkretnych osób są chronione prawem, a radny sejmiku – mimo szerokich uprawnień kontrolnych – nie może działać jak „superrecenzent” z dostępem do każdej teczki bez wyraźnej podstawy prawnej i zgody zainteresowanych.
Finał tego starcia rozstrzygnie Sąd Rejonowy w Kielcach. Wyrok będzie istotny nie tylko dla bohaterów tej sprawy, ale dla wszystkich radnych w Polsce, wyznaczając granice ich uprawnień kontrolnych w samorządowych spółkach i instytucjach.
Robert Bagiński

