Mimo radosnego świętowania z okazji finału WOŚP, to była w Kielcach niedziela grozy, której miejscowi pacjenci i lekarze długo nie zapomną. Stolica świętokrzyskiego zamieniła się w gigantyczną, lodową pułapkę. Spełnił się w ten sposób najczarniejszy scenariusz, przed którym ostrzegał Portal Kielecki oraz alerty RCB.
Gdy tysiące osób wyszły na ulice, by wspierać Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, chodniki stały się polem walki o życie i zdrowie. Huk upadków i wycie syren pogotowia, tak wyglądało miasto pod panowaniem lodowej bestii.
Dramat na Wesołej: Krzyk przeszył ciszę!
Najbardziej dramatyczne sceny rozegrały się w niedzielne przedpołudnie w samym centrum miasta. Przed południem na ulicy Wesołej doszło do wypadku, gdy jeden z przechodniów nagle stracił oparcie na zdradliwej tafli i z ogromną siłą runął na beton.
Odśnieżaliśmy z mężem auto, gdy nagle usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk. Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy tego pana leżącego bez ruchu na chodniku. To był moment
– relacjonuje nam pani Anna, świadek zdarzenia, która natychmiast wezwała ratowników.
Zanim na miejsce dotarła karetka, poszkodowanemu ruszyli z pomocą przypadkowi kielczanie. To był sprawdzian z ludzkiej solidarności w nieludzkich warunkach.
Ratownik dla Portalu Kieleckiego: „To był prawdziwy poligon”
Służby medyczne w niedzielę nie miały ani minuty wytchnienia. Liczba wezwań do złamań i potłuczeń rosła z każdą godziną. Specjalnie dla Portalu Kieleckiego sytuację skomentował jeden z ratowników medycznych pracujących na miejscu
Od rana mieliśmy ręce pełne roboty. To nie były zwykłe poślizgnięcia, to były upadki kończące się skomplikowanymi złamaniami i urazami głowy. Chodniki w Kielcach przypominały w niedzielę lodowiska, ale bez barierek. Pracowaliśmy w ekstremalnym napięciu, bo każda sekunda dojazdu do pacjenta była utrudniona przez lód na jezdni
– powiedział nam anonimowo kielecki ratownik.
Mieszkańcy wściekli: „Nawet pies się ślizga!”
Kielczanie nie szczędzą gorzkich słów pod adresem służb miejskich. Choć synoptycy IMGW-PIB alarmowali o gołoledzi już wcześniej, wielu mieszkańców odniosło wrażenie, że miasto zostało oddane lodowi bez walki.
Jest dramatycznie! Wyszedłem rano z psem i po kilku metrach musieliśmy wracać. Nawet mój pies nie dawał rady, łapy mu się rozjeżdżały na wszystkie strony. Wszystko powinno być zasypane solą i piachem od świtu, a ja nie widziałem ani jednej piaskarki
– denerwował się w niedzielę się pan Marek, mieszkaniec kieleckiego Śródmieścia.
Mieszkańcy szczególnie drżeli o wolontariuszy WOŚP, którzy mimo fatalnej aury, dzielnie kwestowali na śliskich ulicach. Temperatura oscylująca wokół zera sprawiła, że deszcz zamarzał natychmiast po zetknięciu z podłożem, tworząc tzw. czarną szklankę.
Poniedziałek pod znakiem bólu?
Choć opady ustały w niedzielne popołudnie, skutki „lodowego paraliżu” będziemy odczuwać jeszcze długo. Wiele osób z bolesnymi urazami dopiero dziś trafi do lekarzy. To była bolesna lekcja, która pokazała, jak bezradne potrafi być miasto w starciu z nagłym atakiem zimy.
Anna Martowska

