Samorządowcy z różnych regionów kraju coraz głośniej ostrzegają, że system ostrzegania ludności przed atakiem z powietrza jest w złym stanie, a w wielu miejscach wręcz przestaje działać. Ich zdaniem wieloletnie zaniedbania, brak spójnych procedur oraz niedofinansowanie sprawiają, że w sytuacji realnego zagrożenia mieszkańcy mogliby nie otrzymać na czas kluczowych informacji.
A miało być tak pięknie. Politycy Tuska zapewniają, że non stop inwestują w polskie bezpieczeństwo, zwłaszcza te, które powinno reagować na bieżąco na zagrożenie: czy to ataku rakietowego, czy schrony. A prawda jest taka, że wszystko się sypie jak domek z kart.
Przestarzała infrastruktura i brak pieniędzy
Jednym z głównych problemów jest infrastruktura techniczna. W wielu gminach syreny alarmowe pamiętają jeszcze czasy zimnej wojny. Część z nich jest niesprawna, inne nie obejmują zasięgiem nowych osiedli, które powstały w ostatnich latach. Samorządy podkreślają, że bez wsparcia finansowego z poziomu centralnego nie są w stanie samodzielnie wymienić ani zmodernizować całego systemu.
– System istnieje głównie na papierze. W praktyce nie mamy pewności, czy syreny zadziałają, a jeśli tak – czy mieszkańcy będą wiedzieli, co dany sygnał oznacza – mówią przedstawiciele władz lokalnych.
Chaos kompetencyjny
Kolejnym problemem jest brak jasnego podziału odpowiedzialności. Samorządowcy wskazują, że nie zawsze wiadomo, kto w danej sytuacji podejmuje decyzję o uruchomieniu alarmu i kto odpowiada za informowanie mieszkańców innymi kanałami, takimi jak SMS-y, aplikacje mobilne czy media lokalne. W efekcie plan ostrzegania jest niespójny i różni się w zależności od regionu.
– Nie ma jednolitych standardów. Każda gmina radzi sobie po swojemu, co w przypadku zagrożenia o charakterze ogólnokrajowym może prowadzić do chaosu – ostrzegają samorządowcy.
Brak wiedzy wśród mieszkańców
Nawet tam, gdzie system technicznie funkcjonuje, pojawia się problem niskiej świadomości społecznej. Wielu mieszkańców nie zna znaczenia sygnałów alarmowych ani zasad postępowania w razie ataku z powietrza. Samorządy przyznają, że brakuje regularnych ćwiczeń i kampanii informacyjnych, które przypominałyby, jak reagować w sytuacjach kryzysowych.
Apel o pilne działania
W obliczu rosnącego poczucia zagrożenia w Europie samorządowcy apelują do rządu o pilne uporządkowanie systemu ostrzegania. Domagają się stabilnego finansowania, jasnych procedur oraz ogólnokrajowych standardów, które pozwolą skutecznie chronić ludność cywilną.
– Nie możemy udawać, że problemu nie ma. Jeśli plan ostrzegania się sypie, to w razie realnego zagrożenia zapłacą za to zwykli ludzie – podkreślają przedstawiciele władz lokalnych.
Ich zdaniem to ostatni moment, by potraktować system ostrzegania nie jako relikt przeszłości, lecz jako realny element bezpieczeństwa państwa.
Robert Kamiński

