Niedzielny wieczór i noc w Świętokrzyskiem wyglądał jak scena z zimowego filmu katastroficznego. Śnieg padał nieprzerwanie od soboty, a gdy zapadł zmrok, wiele ulic – szczególnie w Kielcach – przypominało nieodśnieżone osiedlowe drogi sprzed kilkudziesięciu lat. Biało było wszędzie. I cicho. Zbyt cicho.
Kieleccy kierowcy pytali wprost: gdzie są pługi, gdzie jest piasek, gdzie są służby? A piesi brodzili w błocie pośniegowym, ryzykując poślizg na każdym kroku.
Jadę przez Kielce, sypie śnieg a drogi zaraz nie będą przejezdne. Niestety, nie widziałem nawet jednego samochodu służb
– dzwonił do redakcji jeden z mieszkańców.
Śnieg padał godzinami. Efekt? Koleiny, ślizgawica i strach
Od sobotniego wieczoru, w całym regionie sypał drobny, uporczywy śnieg. Przez noc i całą niedzielę biały puch przykrywał trasy krajowe, wojewódzkie, gminne i miejskie. Na wielu z nich zalegała zjeżdżona warstwa śniegu i błota pośniegowego.
Drogi były przejezdne, ale tylko teoretycznie. W praktyce kierowcy mówili o fatalnych warunkach, a na osiedlach tworzyły się głębokie koleiny. Chodniki? W wielu miejscach w stanie, który bardziej przypominał tor przeszkód niż ciąg pieszy.
Szczególnie dużo emocji wzbudził niedzielny wieczór. To właśnie wtedy wielu mieszkańców Kielc miało wrażenie, że miejskie służby albo kompletnie nie nadążają, albo… po prostu ich nie ma. Ulice były białe, śnieg wciąż padał, a efektów intensywnego odśnieżania próżno było szukać. W rozmowach mieszkańców pojawiało się jedno pytanie: czy to zwykła niemoc, czy ktoś uznał, że „jakoś to będzie”?
Niektórzy ironizowali, że wyglądało to tak, jakby miasto dostało ciche polecenie, by przeczekać śnieg, zamiast z nim walczyć. Przecież wiadomo, że kiedyś stopnieje.
Kolizje były. Na szczęście bez ofiar
Na szczęście statystyki policyjne nie potwierdzają najczarniejszego scenariusza. Od rana do godziny 22 w regionie doszło do 23 kolizji i jednego wypadku – czołowego zderzenia w Górnie. Był też wypadek na trasie S7 w kierunku Warszawy. Nikomu nic się nie stało, ruch odbywał się bez większych utrudnień. Policja apelowała o ostrożność i „nogę z gazu”.
Prognozy nie są łaskawe. Śnieg ma padać także w kolejnych dniach. Tymczasem niedzielny wieczór i noc pokazały jedno: jeśli zima naprawdę przyciśnie, cierpliwość mieszkańców może się skończyć szybciej niż opady. Biała zima może być piękna, ale tylko wtedy, gdy nie zamienia miasta w ślizgawkę bez ratunku.
Edyta Karys

