Popołudniowa cisza w szpitalu została nagle przerwana dramatycznym odkryciem. Otwarte okno, pusty oddział i kilka minut grozy, które zakończyły się najgorszym możliwym finałem. W szpitalu w Busko-Zdrój doszło do tragedii.
Do zdarzenia doszło w poniedziałek, 5 stycznia, po południu. Pielęgniarki zauważyły, że jeden z pacjentów zniknął z oddziału. Chwilę później ich uwagę przykuło otwarte okno w toalecie na trzecim piętrze budynku. To wtedy rozpoczęły się nerwowe poszukiwania.
Reanimacja nie wystarczyła
64-letni mężczyzna został odnaleziony na ziemi, przy budynku szpitala. Na miejsce natychmiast wezwano pomoc, rozpoczęto reanimację. Walka o życie trwała, ale mimo wysiłków ratowników nie udało się go uratować. Pacjent zmarł na miejscu.
– Facet leżał pod szpitalem, przy ścianie i na ziemi. Nie wyglądało to dobrze i próbowali mu pomóc, reanimowali go, ale nic się nie udało. Szkoda człowieka i nie wiadomo jak się to wszystko stało – mówi Portalowi Kieleckiemu jeden z pacjentów z którym rozmawialiśmy we wtorek wieczorem.
Co się wydarzyło? Trwa wyjaśnianie okoliczności
Sprawą zajęli się funkcjonariusze, którzy badają wszystkie okoliczności tragedii. Na tym etapie wykluczono udział osób trzecich tj, sytuację w której ktoś mógł wyrzucić mężczyznę przez okno, albo zmusić go do wyskoczenia. Śledczy sprawdzają, jak doszło do upadku i czy mężczyzna był pod odpowiednią opieką i to właśnie ten wątek będzie analizowany najbardziej skrupulatnie.
Roman Opolski

