To brzmi jak ponury żart, ale sytuacja jest dramatyczna. Mimo że zima sypnęła śniegiem, ziemia w Świętokrzyskiem jest sucha jak pieprz. Naukowcy biją na alarm: państwowe służby geologiczne ogłosiły stan zagrożenia hydrogeologicznego na ogromnym obszarze województwa.
Woda z roztopów, zamiast napoić glebę, spłynęła po niej jak po betonie. Gdyby nie desperacka walka przyrodników i system specjalnych zastawek, dolina Nidy mogłaby zamienić się w pustynię.
Śnieg spłynął, a woda wpadła w „czarną dziurę”
Eksperci nie mają złudzeń, że tegoroczna aura nas oszukała. Najpierw silny mróz skuł ziemię, a potem gwałtowne ocieplenie sprawiło, że topniejący biały puch zamienił się w rzeki błota, które zamiast wsiąknąć w grunt, po prostu uciekły do koryt.
Wszystko wyschło, poziom wód gruntowych się obniżył. To, co wpływa w obszar doliny Nidy, wpada jak w czarną dziurę
– ostrzega Tadeusz Zając z Instytutu Ochrony Przyrody PAN.
To, co kiedyś było podmokłym rajem, dziś staje się wyschniętym wspomnieniem. Jeszcze 30 lat temu w czerwcu na Ponidziu rządziły powodzie, dziś naukowcy mogą tam pracować w sandałach nawet do sierpnia!
Naukowcy ratują co się da
Na szczęście w okolicach Umianowic widać jeszcze wodę, ale uwaga: to nie zasługa natury, a ciężkiej pracy ludzi. Pracownicy Parków Krajobrazowych ręcznie sterują poziomem rzeki, używając specjalnych zastawek.
Dzięki systemowi śluz woda z Nidy trafia do starorzeczy. Magazynowanie wody pozwoli roślinom przetrwać start sezonu. Przyrodnicy dostali już unijną kasę, by podobne „wodny pułapki” budować w całym regionie!
Środowisko w rozsypce?
Sytuacja jest poważna, bo brak wody to nie tylko problem rolników, ale wyrok dla unikalnej przyrody Ponidzia. Degradacja postępuje z roku na rok, a system zastawek to obecnie jedyna kroplówka, która utrzymuje region przy życiu.
Czy uda się zatrzymać katastrofę? Walka o każdą kroplę trwa, a przyrodnicy zapowiadają, że nie spoczną, póki świętokrzyskie krajobrazy znów nie będą tętnić życiem.
Edyta Olszewska

