Służby ratunkowe stoczyły kilkugodzinną walkę z żywiołem w powiecie koneckim. Ogień, który pojawił się w sobotę rano, błyskawicznie objął silos wypełniony trocinami i zaczął wdzierać się do hali produkcyjnej. Tylko dzięki błyskawicznej interwencji 9 zastępów straży pożarnej udało się uniknąć całkowitej katastrofy.
Walka o każdą minutę. 9 zastępów w akcji
Zgłoszenie o pożarze w zakładzie drzewnym w Gracuchu wpłynęło do stanowiska kierowania w sobotę rano. Sytuacja wyglądała bardzo groźnie, gdyż ogień zajął silos z trocinami, a wysoka temperatura i iskry zagrażały głównej hali produkcyjnej.
Na miejsce natychmiast skierowano siły z JRG Końskie oraz liczne jednostki Ochotniczych Straży Pożarnych z Nieświni, Kazanowa, Końskich, Modliszewic, Bedlenka i Dziebałtowa. Łącznie z żywiołem walczyło kilkudziesięciu ratowników.
Kluczowa obrona hali i ciągów technologicznych
Strażacy musieli działać dwutorowo. Najważniejszym zadaniem było ugaszenie płonącego silosu, ale jednocześnie konieczna była twarda obrona hali produkcyjnej.
Działania strażaków koncentrowały się na ugaszeniu silosu objętego ogniem, obronie hali produkcyjnej oraz niedopuszczeniu do rozprzestrzenienia się ognia ciągami technologicznymi
– poinformował nasz portal mł. bryg. Mariusz Czapelski, oficer prasowy Komendy Powiatowej PSP w Końskich.
Dzięki temu, że zasilanie wodne zapewniła sprawna instalacja zakładowa, strażacy mogli odciąć drogę ogniowi, zanim ten na dobre rozgościł się wewnątrz budynku.
Wielogodzinne dogaszanie. Szczęście w nieszczęściu
Najważniejszą informacją jest fakt, że w wyniku zdarzenia nikt nie odniósł obrażeń. Pracownicy zdążyli się ewakuować, a strażacy po opanowaniu największych płomieni przystąpili do żmudnego procesu dogaszania i przelewania trocin w silosie.
Akcja, ze względu na specyfikę palącego się materiału, który może tlić się godzinami wewnątrz zbiornika, trwała do późnego popołudnia. Obecnie trwa szacowanie strat, które mogą być znaczne, biorąc pod uwagę zniszczenia w infrastrukturze technologicznej zakładu.
Marta Grasegger

