Miało być mocne wejście w nowy sezon Ligi Mistrzów, a skończyło się nerwami do ostatnich sekund. Industria Kielce pokonała w Hali Legionów debiutujący w elicie HC Kriens-Luzern 30:29. Szwajcarzy nie przestraszyli się mistrzów Polski, w drugiej połowie doprowadzili do prawdziwego dreszczowca i do końca mieli szansę na sensację. Najważniejsze jednak zostało w Kielcach: dwa punkty i zwycięski debiut Krzysztofa Lijewskiego w Champions League.
Przed pierwszym gwizdkiem wydawało się, że doświadczenie będzie zdecydowanie po stronie gospodarzy. Industria od lat zna smak największych meczów w Europie, a mistrz Szwajcarii dopiero debiutuje w Lidze Mistrzów.
Kielczanie mieli jednak swoje problemy. Do spotkania przystąpili bez Milorada Bakicia, Arkadiusza Moryty, Szymona Sićki i Michała Olejniczaka.
Jeszcze przed rozpoczęciem meczu do kibiców zwrócił się nowy prezes klubu Karol Bielecki.
Gwarantuję wam, że ten zespół może nie zawsze będzie wygrywał, ale zawsze będzie grał do końca
– powiedział.
Hala odpowiedziała długim skandowaniem nazwiska legendy kieleckiego klubu. Kilkadziesiąt minut później okazało się, że słowa Bieleckiego wyjątkowo dobrze pasowały do tego, co wydarzyło się na parkiecie.
Najpierw wszystko szło zgodnie z planem
Pierwszą bramkę zdobyli wprawdzie goście, ale Industria szybko odpowiedziała. Trafiali Arciom Karalek i Theo Monar, a po bramce Juliena Bosa w ósmej minucie kielczanie prowadzili 6:3. Między słupkami świetnie spisywał się Dejan Milosavljev. Serb obronił m.in. rzut karny Jonasa Schelkera.
Szwajcarzy szybko pokazali jednak, że do Kielc nie przyjechali wyłącznie po doświadczenie. Wykorzystali błędy gospodarzy i w 18. minucie po trafieniu Marina Sipicia doprowadzili do remisu 10:10. Industria odpowiedziała serią trzech bramek. Do przerwy przewaga była już wyraźniejsza – mistrzowie Polski schodzili do szatni przy prowadzeniu 19:15.
Dużą rolę odegrał Piotr Jędraszczyk, który zdobył trzy ostatnie bramki Industrii przed przerwą. Wydawało się, że gospodarze odzyskali kontrolę. Nic bardziej mylnego.
Po przerwie zaczęły się nerwy
Szwajcarzy wyszli z szatni bez kompleksów. Trzy trafienia Schelkera i bramka Sipicia sprawiły, że z czterech bramek przewagi Industrii została jedna – 20:19. Kielczanie zgubili rytm w ataku. Pojawiły się błędy i problemy ze skutecznością, a debiutant poczuł, że w Hali Legionów może wydarzyć się coś dużego.
Na kwadrans przed końcem było tylko 23:22. Krzysztof Lijewski poprosił o czas, ale nawet później Industria nie potrafiła odskoczyć na bezpieczny dystans. W 53. minucie Aleks Vlah trafił na 27:24. Kto pomyślał, że to koniec emocji, szybko musiał zmienić zdanie. Kriens-Luzern znów ruszył w pogoń. Schelker wykorzystał rzut karny i zrobiło się 27:26.
Hala Legionów dostała więc na inaugurację Ligi Mistrzów prawdziwy thriller.
Vlah wziął odpowiedzialność. Industria dowiozła zwycięstwo
W kluczowym momencie ciężar gry wziął na siebie Aleks Vlah. Słoweniec trafił na 28:26, a później dołożył kolejną bramkę, dając Industrii trzy trafienia przewagi.
Szwajcarzy nie zamierzali jednak odpuszczać. Na 13 sekund przed końcem Nils Epp zdobył ich 29. bramkę. Na wyrównanie zabrakło już czasu.
Industria wygrała 30:29 i zdobyła pierwsze dwa punkty w nowej edycji Ligi Mistrzów.
Bramkarz gości grał niesamowicie po przerwie. Miał chyba z dziesięć obron w „czystych” sytuacjach. To był mecz na styku i możemy cieszyć się, że to my wygraliśmy, bo mogło być odwrotnie. Najważniejsze, że mamy na koncie pierwsze dwa punkty i możemy spokojnie przygotowywać się do meczu w Norwegii
– przyznał Aleks Vlah.
Lijewski zapamięta tę datę. „To nie był perfekcyjny mecz”
Środowy wieczór miał szczególne znaczenie dla Krzysztofa Lijewskiego. Był to jego pierwszy mecz Ligi Mistrzów w roli pierwszego trenera Industrii Kielce. Debiut zakończył zwycięstwem, choć sam szkoleniowiec nie ukrywał, że jego zespół pozostawił sporo do poprawy.
Bardzo się cieszę z tego zwycięstwa i 9 września 2026 roku, czyli dzień mojego debiutu w Lidze Mistrzów zapamiętam na długo. To nie był perfekcyjny mecz z naszej strony. Były momenty lepsze i gorsze. Na końcu liczy się wynik
– powiedział Lijewski.
Trener zwrócił uwagę przede wszystkim na problemy, które pojawiły się po przerwie.
Zgubiliśmy rytm w ataku, jeśli chodzi o wykańczanie sytuacji. Mieliśmy sporo szans sam na sam, ale szwankowała skuteczność. To pokłosie ciężkiej pracy w tyłach. Może brakowało świeżości w głowach i precyzji w ręce
– ocenił.
Beniaminek pokazał, że nie będzie chłopcem do bicia
Kriens-Luzern wraca do Szwajcarii bez punktów, ale po tym meczu nikt w Kielcach nie powinien już patrzeć na debiutanta jak na łatwego dostarczyciela punktów.
Industria natomiast dostała ostrzeżenie już na starcie europejskiego sezonu. Zwycięstwo jest, dwa punkty również, ale po czterobramkowym prowadzeniu do przerwy mistrzowie Polski pozwolili rywalowi doprowadzić do końcówki, w której o wszystkim decydowała jedna piłka.
Kolejne zadanie będzie jeszcze poważniejsze. 16 września o godz. 20.45 kielczanie zagrają na wyjeździe z Kolstad Handball. Norwegowie rozpoczęli rozgrywki od bolesnej porażki 22:37 z SC Magdeburg.
Industria Kielce – HC Kriens-Luzern 30:29 (19:15)
Robert Bagiński

