Korona Kielce sensacyjnie zakończyła udział w Pucharze Polski już w 1/16 finału. W czwartek, 29 października, ekstraklasowy zespół przegrał na wyjeździe z pierwszoligową Polonią Warszawa 1:2. Trener Robert Kolendowicz nie krył rozczarowania i zapowiedział, że oczekuje od piłkarzy zdecydowanej reakcji w najbliższym meczu ligowym. Zawodnicy przyznali wprost: zawiedliśmy.
Marzenia o finale na PGE Narodowym skończyły się znacznie wcześniej, niż oczekiwano w Kielcach. Korona jechała do Warszawy jako faworyt, ale nie potrafiła wykorzystać swoich okazji i musiała uznać wyższość pierwszoligowej Polonii.
W 28. minucie piłkę do własnej bramki skierował Marcel Pięczek. Tuż po przerwie, w 48. minucie, prowadzenie gospodarzy podwyższył Kacper Kostorz. Korona szybko odpowiedziała trafieniem Daniela Bąka w 51. minucie, jednak mimo kolejnych prób nie zdołała doprowadzić do wyrównania.
Kolendowicz: „Skuteczność była mizerna”
Na pomeczowej konferencji prasowej Robert Kolendowicz pogratulował Polonii awansu, ale przede wszystkim wskazał słabości własnego zespołu. Nie ukrywał, że po Koronie spodziewał się znacznie więcej.
Dla nas to ogromne rozczarowanie, bo myślę, że stworzyliśmy wystarczającą liczbę sytuacji do tego, by strzelić więcej goli. Niestety nie byliśmy skuteczni. Przed moim zespołem dużo pracy, bo bardzo nie podobało mi się to, jak rozpoczęliśmy pierwszą połowę i jak w niej wyglądaliśmy
– powiedział szkoleniowiec.
Problemem była nie tylko nieskuteczność. Trener zwrócił również uwagę na przegrane pojedynki i zbyt małą liczbę wywalczonych piłek, które pozwalały Polonii wyprowadzać kolejne ataki.
Na pewno musimy poprawić naszą skuteczność, bo ona była dzisiaj mizerna
– podkreślił Kolendowicz.
„Nie przystoi nam tak grać”. Piłkarze biorą winę na siebie
Jeszcze bardziej dosadnie porażkę ocenił Wiktor Długosz. Zawodnik Korony przyznał, że drużyna nie sprostała roli faworyta.
Mocno bijemy się w pierś jako zawodnicy. Taka porażka bardzo mocno boli. Wiemy, że byliśmy faworytem i po prostu nie przystoi nam tak grać
– powiedział.
Długosz nie zamierzał szukać usprawiedliwień w pechu czy niewykorzystanych okazjach.
Nie chcę tego zwalać na jakieś nieszczęście, pecha i tak dalej, tylko tu całą odpowiedzialność bierzemy na siebie. My jako zawodnicy, bo my zawiedliśmy
– przyznał.
Rozczarowany był także bramkarz Rafał Mamla, który kilkakrotnie ratował kielczan przed utratą kolejnych bramek.
Wiedzieliśmy, że taki będzie i że to nie są łatwe mecze. Wyjazdy do rywali z niższych lig zawsze będą sprawiały kłopoty. Dziś biliśmy głową w mur i przegraliśmy
– ocenił.
Koniec pucharowych marzeń. Teraz trener czeka na odpowiedź
Koronie pozostała już tylko rywalizacja w PKO BP Ekstraklasie. Najbliższy sprawdzian czeka kielczan w poniedziałek, 2 listopada, kiedy na wyjeździe zmierzą się z Zagłębiem Lubin.
Dla Roberta Kolendowicza będzie to nie tylko kolejny mecz o ligowe punkty, ale również okazja do sprawdzenia, jak drużyna poradzi sobie z rozczarowaniem po odpadnięciu z Pucharu Polski.
Bardzo liczę na reakcję zespołu po tym, co się dzisiaj wydarzyło, bo mieliśmy duże oczekiwania wobec Pucharu. Niestety dzisiaj te oczekiwania i nasze marzenia się kończą. Dlatego chcę zobaczyć reakcję już w najbliższy poniedziałek i znowu chcę zobaczyć zespołowość na najwyższym poziomie
– zapowiedział trener Korony.
Robert Bagiński

