Brudne szyby, zacieki i pomazane wiaty, również przy dworcu kolejowym, który dla wielu podróżnych jest pierwszym kontaktem z Kielcami. Miejski Zarząd Dróg przyznaje, że w tym roku nie będzie kompleksowego mycia przystanków. Powód, to brak pieniędzy. Problem czystości w mieście powraca, a pytania o stan przestrzeni publicznej coraz wyraźniej dotyczą również władz Kielc z prezydent Agatą Wojdą na czele.
Wystarczy przyjrzeć się wiacie przy ulicy Żelaznej, nieopodal dworca kolejowego. Zabrudzone przeszklenia, zacieki i napisy pozostawione przez wandali trudno uznać za dobrą wizytówkę miasta. Tym bardziej że korzystają z niej nie tylko mieszkańcy, ale również osoby przyjeżdżające do stolicy województwa świętokrzyskiego.
Szczególnie irytujące są te wszystkie napisy, których nie powinno nigdzie być
– mówi jedna z pasażerek w rozmowie z Portalem Kieleckim.
Inny rozmówca zwraca uwagę, że problem dotyczy nie tylko przystanków.
Dosłownie nie ma gospodarza, bo nie widać, aby komuś zależało w Kielcach na czystości. Czy to są przystanki, czy to są ulice, to wszędzie jest brud, syf i kiła
– ocenia.
Ponad milion na utrzymanie, ale 140 tysięcy na mycie już nie ma
Miejski Zarząd Dróg odpowiada za 663 wiaty przystankowe. Ich kompleksowe mycie w ubiegłym roku kosztowało 140 tys. zł. W tym roku z takich prac zrezygnowano.
Rzeczywiście w 2026 roku, głównie z powodów finansowych, zrezygnowaliśmy z takiego kompleksowego mycia wszystkich wiat
– przyznaje Marcin Januchta, rzecznik MZD w Kielcach.
Decyzja może dziwić pasażerów, szczególnie w zestawieniu z pozostałymi wydatkami. Od początku roku do końca sierpnia na utrzymanie przystanków przeznaczono ponad 1,3 mln zł. Pieniądze posłużyły przede wszystkim do opróżniania koszy i porządkowania terenu wokół wiat.
To odrębne zadania, ale zestawienie kwot pokazuje skalę problemu: miasto finansuje bieżące utrzymanie infrastruktury, jednocześnie rezygnując z jej gruntownego czyszczenia.
Radny zapłacił z własnej kieszeni za sprzątanie ulic. Wojda mówiła o „happeningu”
To nie pierwszy raz, kiedy czystość Kielc staje się przedmiotem publicznej krytyki. W maju tego roku radny Maciej Bursztein wynajął za własne pieniądze prywatną firmę, która usuwała zalegający po zimie piach z miejskich ulic. Prace objęły m.in. ulice Podklasztorną, Kamińskiego i fragment Jagiellońskiej. Radny tłumaczył, że chciał zwrócić uwagę na stan miasta i sposób organizacji usług porządkowych.
Miasto ma obowiązek dbać o to, żeby było czysto i bezpiecznie. Niestety tego zadania nie realizuje
– mówił wówczas Bursztein, krytykując także funkcjonowanie miejskiego systemu sprzątania.
Prezydent Agata Wojda odpowiedziała, że dziękuje radnemu za finansowe wsparcie prac porządkowych, ale jednocześnie zarzuciła mu niesumienność w wykonywaniu mandatu. Władze miasta oceniały akcję jako polityczny happening.
Wojda wskazywała też na potrzebę doposażenia Rejonowego Przedsiębiorstwa Zieleni i Usług Komunalnych. Przekonywała, że miejskie sprzątanie rozpoczęło się już w marcu, a spółka wykonuje równolegle inne zadania, w tym utrzymanie zieleni.
Czystość miasta znów wraca jako problem
Od tamtej dyskusji minęło niespełna pięć miesięcy. Teraz problem powraca, tym razem w odniesieniu do przystanków. MZD zapowiada objazdy i kontrole najbardziej uczęszczanych wiat. Kontynuowane będzie również odnawianie drewnianych elementów konstrukcji.
Nie zastąpi to jednak kompleksowego mycia, z którego zrezygnowano ze względów finansowych.
Sprawa rodzi pytanie o priorytety budżetowe władz Kielc. Skoro rok temu miasto przeznaczyło na mycie wiat 140 tys. zł, dlaczego w obecnym budżecie nie udało się zabezpieczyć środków na podobne prace? I czy po wcześniejszych skargach na czystość ulic prezydent Agata Wojda zamierza zmienić sposób organizacji miejskich usług porządkowych?
Na razie pasażerom pozostaje czekać. Nie wskazano terminu powrotu do kompleksowego czyszczenia przystanków.
Robert Bagiński

