Sandomierz widział wiele, zwłaszcza w obszarze kinomatografii, ale ostatnio zamienił się w plener do filmów niemal gangsterskich. Na jednej z miejskich ulic doszło do brutalnego starcia pseudokibiców, którzy z kominiarkami na głowach i rękawicami do walki na dłoniach postanowili „wyjaśnić sobie” sportowe animozje.
Sandomierscy policjanci nie dali im jednak szans na dogrywkę i osiem osób już usłyszało zarzuty, a ich „kariery” mogą teraz na długo przenieść się za kraty.
Zamaskowani i agresywni – nocny desant na ulicach
Wszystko zaczęło się od gorącego telefonu do dyżurnego policji. Zgłoszenie było mrożące krew w żyłach: grupa zamaskowanych, kipiących agresją mężczyzn okłada się pięściami na jednym ze skrzyżowań. Kiedy patrole kryminalnych i prewencji z piskiem opon dotarły na miejsce, po chuliganach został już tylko zapach spalin.
Uczestnicy bójki rozpierzchli się po mieście, mając nadzieję, że ciemność ich ocali. Nic z tego, mundurowi natychmiast rozpoczęli polowanie, które szybko przyniosło efekty.
Zakręcony kurek dla „wojowników” ze Stalowej Woli i Sandomierza
Pierwszy w sidła wpadł ford, którym podróżowała ekipa z powiatu stalowowolskiego. W środku pięciu młodych gniewnych w wieku od 19 do 25 lat, a obok nich wymowny ekwipunek: kominiarki i profesjonalne rękawice do walki. Chwilę później funkcjonariusze „zdjęli” skodę, w której siedzieli sandomierscy sojusznicy zadymy – 23-latek i doświadczony, 41-letni kompan. Ostatni z „wojowników” został zgarnięty w poniedziałek rano prosto z siłowni, gdzie prawdopodobnie leczył zakwasy po nocnej rozróbie.
Finał tej ustawki jest dla pseudokibiców wyjątkowo bolesny. Wszyscy zostali doprowadzeni do prokuratury, gdzie usłyszeli zarzuty czynnego udziału w zbiegowisku. Zamiast meczowych emocji, mają teraz dozory policyjne i perspektywę spędzenia nawet trzech lat w więziennej celi.
Piotr Zych

