Podczas gdy opozycja wytyka władzom miasta brak transparentności i zbędne koszty, magistrat odpiera zarzuty, wskazując na pozyskiwanie funduszy zewnętrznych. Symbolem konfliktu stała się postać Pinokia, która ma ilustrować zarzuty o mijanie się z prawdą w kieleckim ratuszu.
Gdzie trafiają pieniądze podatników?
W kieleckiej polityce zawrzało, a temperatura dyskusji o miejskich finansach gwałtownie wzrosła. Wszystko za sprawą wymiany zdań między radnymi opozycji, a władzami miasta, w której główną rolę odegrały oskarżenia o wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Punktem zapalnym stał się wpis Marcina Stępniewskiego w mediach społecznościowych, w którym radny nie szczędził gorzkich słów pod adresem wiceprezydenta, używając wymownego określenia „kłamczuszek” oraz wizerunku Pinokia.
Podłożem konfliktu jest interpelacja dotycząca zakupu biletów do miejskich instytucji kultury. Według radnego PiS, oficjalne odpowiedzi płynące z urzędu miały mijać się z faktami widniejącymi w rejestrach księgowych.
Odpowiedział, że BWA nie sprzedało Urzędowi Miasta ani jednostkom podległym takich wejściówek, a z rejestru faktur wynika coś zupełnie innego. Tylko w grudniu 135 wejściówek zostało kupionych na rzecz dzieci
– mówi Marcin Stępniewski, przewodniczący Prawa i Sprawiedliwości w Kielcach.
Finansowanie kultury w Kielcach: Budżet pod lupą radnych
Wiceprezydent Tomasz Porębski stanowczo odrzuca te oskarżenia, tłumacząc, że cała sytuacja wynika z błędnej interpretacji źródeł finansowania przez opozycję. Według przedstawiciela ratusza, kluczowe w tej sprawie są środki pozyskane spoza miejskiego skarbca, które pozwoliły na realizację edukacyjnych projektów dla najmłodszych kielczan.
To były środki zewnętrzne. Dla Szkoły Podstawowej nr 5 udało nam się pozyskać blisko 20 tysięcy złotych. Dzięki temu grupa 600 dzieci mogła wziąć udział w warsztatach
– odpowiada Tomasz Porębski, wiceprezydent Kielc. Samorządowiec dodał również z przekąsem, że radny „trafił kulą w płot”, sugerując, że miasto nie obciążyło własnego budżetu tymi wydatkami.
Mimo tych wyjaśnień, emocje nie opadają. Opozycja patrzy na liczby z dużą rezerwą, zestawiając planowane wydatki Kielc z budżetami innych jednostek samorządowych. W 2026 roku miasto, operując budżetem rzędu 2,5 miliarda złotych, zamierza przeznaczyć na kulturę 36 milionów złotych. Dla porównania, Urząd Marszałkowski przy mniejszym budżecie ogólnym planuje wydać na ten cel niemal trzykrotnie więcej.
Kontrowersyjne wydatki w Kielcach. Na co idą miliony?
Dla przedstawicieli Koalicji Obywatelskiej krytyka płynąca ze strony Prawa i Sprawiedliwości jest próbą marginalizacji znaczenia sztuki w życiu miasta. Ich zdaniem skupianie się wyłącznie na infrastrukturze drogowej jest błędem, który uderza w tożsamość Kielc.
Sprowadzanie roli miasta wyłącznie do budowania chodników, dróg i lania betonu oraz asfaltu jest naprawdę szkodliwe
– podkreśla Michał Piasecki, przewodniczący klubu Koalicji Obywatelskiej w kieleckiej radzie miasta.
Jednak Marcin Stępniewski wylicza konkretne kwoty, które w jego opinii budzą uzasadnione wątpliwości mieszkańców. Na liście „kontrowersyjnych inwestycji” znalazły się m.in. instalacja „Niebo Kielc” (90 tys. zł), miejska gazeta (80 tys. zł) oraz nowe pomniki przy ulicy Warszawskiej, których koszt oszacowano na ćwierć miliona złotych.
Akcja „Kultura to My” i ofensywa opozycji
W odpowiedzi na ataki, środowiska artystyczne oraz pracownicy miejskich placówek zainicjowali w sieci kampanię „Kultura to My”. Ma ona przypomnieć o roli, jaką te instytucje pełnią w codziennym życiu lokalnej społeczności.
Radni PiS zapowiedzieli już szczegółowe kontrole w instytucjach kultury, które mają ruszyć w najbliższym tygodniu. Wygląda na to, że kielecka debata publiczna jeszcze długo będzie toczyć się w cieniu bajkowej postaci o długim nosie, a mieszkańcy będą uważnie przyglądać się każdej wydanej złotówce.
Alicja Martowska

