Radny Arkadiusz Ślipikowski znalazł się w sytuacji, której nie zazdrości mu zapewne niejeden samorządowiec. Z jednej strony lojalność wobec Prawa i Sprawiedliwości, z którym jest związany, z drugiej odpowiedzialność za mieszkańców Kielc i inwestycje ważne dla ich bezpieczeństwa. Radny wstrzymał się od głosu w sprawie konsolidacji miejskiego zadłużenia, choć jego klub przyjął dyscyplinę nakazującą sprzeciw. Teraz grożą mu partyjne konsekwencje. Sprawa stawia przed świętokrzyskim PiS pytanie znacznie ważniejsze niż wynik jednego głosowania: gdzie kończy się lojalność wobec partii, a zaczyna obowiązek wobec wyborców?
Arkadiusz Ślipikowski nie ukrywał swojego stanowiska. Przed środowym głosowaniem nad konsolidacją 354,5 mln zł zadłużenia Kielc poinformował przewodniczącego klubu PiS Marcina Stępniewskiego, że nie zagłosuje przeciwko uchwale. Ostatecznie wstrzymał się od głosu. Jego decyzja nie przesądziła o wyniku – projekt prezydent Agaty Wojdy poparło 14 innych radnych. Mimo to kierownictwo klubu zapowiedziało przekazanie sprawy władzom partii.
Z całym szacunkiem, odpowiadam przede wszystkim przed mieszkańcami naszego miasta i na sercu leży mi jego rozwój
– tłumaczył Ślipikowski w rozmowie z Radiem Kielce.
Nie poparł Wojdy. Nie chciał też blokować szansy na inwestycje
Dylemat radnego nie sprowadza się do prostego wyboru między PiS a Koalicją Obywatelską. Konsolidacja zadłużenia budzi poważne zastrzeżenia. Przesunięcie terminów spłaty kredytów nie usuwa zobowiązań, a może zwiększyć koszty ich obsługi. Opozycja ma więc podstawy, by domagać się od Agaty Wojdy szczegółowych wyliczeń i programu oszczędnościowego.
Radny Ślipikowski zwrócił jednak uwagę na inny aspekt sprawy. Według argumentacji władz miasta konsolidacja pozwoli zabezpieczyć wkład własny do inwestycji realizowanych przy wsparciu Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności. Chodzi między innymi o parkingi wielopoziomowe z miejscami doraźnego schronienia, w tym obiekty w pobliżu Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego i Świętokrzyskiego Centrum Onkologii.
Łatwo się wszystkim mówi, dopóki mamy pokój. Ale proszę sobie wyobrazić, że w ciągu kilku minut kilkanaście tysięcy osób musi się gdzieś schować. My takich miejsc ukrycia niestety nie mamy
– argumentował radny.
To nie rozstrzyga, czy kredyt jest najlepszym rozwiązaniem. Wyjaśnia jednak, dlaczego samorządowiec mógł mieć wątpliwości wobec jednoznacznego sprzeciwu.
Lojalność wobec partii nie musi oznaczać jednomyślności
W klubie radnych dyscyplina głosowania ma swoje uzasadnienie. Pozwala prowadzić spójną politykę i egzekwować wspólne ustalenia. Bez niej nawet duże ugrupowanie może mieć trudności z realizacją programu. Samorząd stawia jednak przed politykami szczególne wymagania. Radny reprezentuje mieszkańców całego miasta, a nie wyłącznie wyborców swojej partii. Musi niekiedy rozstrzygać sprawy, w których argumenty finansowe, bezpieczeństwo i polityczna odpowiedzialność prowadzą do różnych wniosków.
W przypadku Ślipikowskiego warto dostrzec właśnie ten konflikt obowiązków. Radny nie głosował za propozycją prezydent Wojdy. Nie ukrywał też zamiaru odstąpienia od stanowiska klubu. Wybrał wstrzymanie się od głosu, przedstawiając konkretne uzasadnienie.
Partia polityczna jest przecież środkiem do działania na rzecz obywateli, nie celem samym w sobie. Dlatego pytanie o granice partyjnej lojalności jest w tej sprawie równie istotne jak pytanie o zasadność samego kredytu.
Anna Krupka i pytanie o przyszłość kieleckiego PiS
Zapowiedź skierowania sprawy do władz ugrupowania sprawia, że uwaga kieruje się również na Annę Krupkę, stojącą na czele świętokrzyskich struktur Prawa i Sprawiedliwości. To okazja do szerszej dyskusji o sposobie działania PiS w Kielcach. Z jednej strony partia ma prawo oczekiwać przestrzegania wspólnych decyzji. Z drugiej – każda ewentualna sankcja powinna uwzględniać powody, dla których radny zdecydował inaczej.
Nie chodzi o to, by podważać znaczenie partyjnej solidarności, ale o to, by nie utożsamiać jej ze ślepym posłuszeństwem. Krajowy konflikt między PiS a Koalicją Obywatelską nie powinien automatycznie rozstrzygać każdej sprawy w kieleckim samorządzie.
Arkadiusz Ślipikowski postawił pytanie, przed którym prędzej czy później staje wielu polityków: co zrobić, gdy stanowisko własnego ugrupowania rozmija się z osobistą oceną interesu mieszkańców? Można zakwestionować jego ocenę kredytu. Trudniej zignorować sam dylemat. A sposób, w jaki PiS potraktuje tę sprawę, pokaże, ile miejsca pozostawia swoim samorządowcom na samodzielne decyzje.
Robert Bagiński

