To miał być spektakularny wieczór i wielkie święto muzyki tanecznej, jednak jubileuszowa, 10. edycja festiwalu Roztańczony PGE Narodowy zapadnie widzom w pamięci z zupełnie innych powodów. W sieci wrze od krytyki dotyczącej fatalnego nagłośnienia i chaosu organizacyjnego. Największe emocje wzbudził jednak występ niekwestionowanej królowej polskiej estrady. Maryla Rodowicz w trakcie koncertu pogubiła się na scenie, a dzień później wydała emocjonalne oświadczenie, w którym oficjalnie przeprosiła fanów.
„Boże, gdzie ja jestem?” – nerwy na gigantycznej scenie
Podczas wykonywania swoich kultowych przebojów – w tym legendarnego utworu „Szparka sekretarka” – diwa wyraźnie straciła orientację. Widzowie zgromadzeni na warszawskim stadionie oraz internauci oglądający transmisję błyskawicznie wychwycili problemy z wokalem oraz brak synchronizacji między artystką a chórkami. W niedzielę gwiazda postanowiła nie milczeć i bez owijania w bawełnę wytłumaczyła na swoim Instagramie, co wydarzyło się za kulisami.
Jak się okazało, powodem wpadki nie był brak pamięci do słów, a drastyczne zmiany techniczne, które narzucono jej tuż przed samym wejściem na scenę.
– Wstęp… czekam na zwrotkę, a słyszę, że chórek śpiewa refren. „Boże, gdzie ja jestem?”. Ja, jak ten koń do stajni, przyzwyczajona do starego wstępu. No ludzie, ja ten numer śpiewam 46 lat. Tego się nie robi wokaliście dwa dni przed koncertem – żaliła się piosenkarka.
Organizacyjny tor przeszkód. Dlaczego piosenka została pocięta?
Kulisy przygotowań do festiwalu brzmią nieprawdopodobnie. Zaledwie dwa dni przed wydarzeniem organizatorzy poinformowali management Maryli Rodowicz, że jej występ musi zostać drastycznie skrócony – zamiast planowanych 12 minut, gwiazda dostała do dyspozycji zaledwie 7. Aby nie rezygnować z ukochanej przez publiczność „Sekretarki”, kierownik muzyczny podjął decyzję o ekspresowym pocięciu kompozycji. Z utworu wyrzucono oryginalne wstępy, solówki oraz zakończenia.
O ile na próbach w kameralnych warunkach wszystko wydawało się pod kontrolą, o tyle gigantyczna, obrotowa scena, ryczący tłum i stres zrobiły swoje.
„Zamiast się skupić na dobrym wokalu, czekałam w panice na refren, na zwrotkę, na zakończenie” – wyznała szczerze artystka, nie ukrywając, że w takich warunkach po prostu „się posypała”.
Słowa przeprosin i lawina wsparcia
Maryla Rodowicz podkreśliła, że jej publiczne tłumaczenie nie miało na celu atakowania organizatorów, a jedynie oczyszczenie atmosfery przed ludźmi, dla których śpiewa od dekad.
– Tłumaczę się dlatego, żeby przeprosić fanów i powiedzieć, że śpiewanie na żywca w różnych warunkach niesie ze sobą pułapki. […] Wiem, że złej baletnicy przeszkadza rąbek od spódnicy. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, a ja obiecuję nie zgadzać się w przyszłości na taki tor przeszkód – podsumowała diwa.
Pod oświadczeniem natychmiast pojawiła się lawina komentarzy. Ciepłe słowa wsparcia przekazała m.in. Roksana Węgiel, która tego samego wieczoru dzieliła z Marylą scenę w duecie „Damą być”. Fani zgodnie uznali, że wpadki na żywo jedynie udowadniają autentyczność i klasę artystki, a status Królowej Polskiej Estrady pozostaje absolutnie nienaruszony.
Zródło: https://www.facebook.com/roztanczony, https://www.facebook.com/official.maryla.rodowicz/

