Zadanie wykonane, ale styl pozostawia ogromny niedosyt. W sobotnim finale PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce zremisowała na wyjeździe z Cracovią 1:1. Choć kieleccy kibice liczyli na pełną pulę i awans na wyższe miejsce w tabeli, piłkarze zafundowali im ekspresowe fajerwerki na samym początku, a potem… głębokie nudy.
Ten jeden punkt przypieczętował ostatecznie 11. miejsce Korony w sezonie 2025/2026 z dorobkiem 43 oczek. Z kolei w Krakowie strzeliły szampany, ponieważ Pasy wyszarpały upragniony remis i rzutem na taśmę utrzymały się w piłkarskiej elicie.
Słoweńska petarda i pechowy upadek
Kto spóźnił się w sobotni wieczór na stadion przy ulicy Kałuży chociażby o pięć minut, ten stracił absolutnie wszystko, co najlepsze w tym spotkaniu. Korona wjechała w mecz z kopyta. Już w 2. minucie spotkania nasz Słoweniec Tamar Svetlin kapitalnie poklepał piłkę z Martinem Remacle’m, podciągnął ją pod pole karne i atomowym, precyzyjnym strzałem z dystansu zmusił Sebastiana Madejskiego do wyciągania futbolówki z siatki. Dla Svetlina był to premierowy, przepiękny gol w Ekstraklasie.
Radość Żółto-Czerwonych trwała jednak zaledwie cztery minuty. W 6. minucie gospodarze brutalnie sprowadzili kielczan na ziemię. Po świetnym podaniu w sytuacji sam na sam znalazł się Kahveh Zahiroleslam. Choć bramkarz Xavier Dziekoński interweniował bezbłędnie, to przy próbie wybicia piłki z szesnastki fatalnie i niezwykle pechowo upadł Kostas Sotiriou. Amerykański napastnik Cracovii dopadł do bezpańskiej futbolówki i bez litości wpakował ją do pustej bramki.
Zieliński wkurzony na brak ryzyka
Po elektryzującym początku, z minuty na minutę emocje drastycznie opadły. Gdy na ławkę rezerwowych Cracovii dotarły korzystne wieści z Niecieczy (gdzie Termalika prowadziła z Lechią), na murawie zapanował totalny marazm. Obie ekipy grały zachowawczo, bez jakiegokolwiek ryzyka, czekając jedynie na końcowy gwizdek arbitra. Po meczu trener Jacek Zieliński podzielił się swoimi przemyśleniami.
To był mecz, pierwsza akcja – bramka, nie potrafiliśmy tego poszanować, Cracovia szybko wyrównała, a potem pojedynek był zamknięty, bez sytuacji, bez ryzyka. O ile Cracovię jestem w stanie zrozumieć, bo remis dawał jej utrzymanie, ale my jesteśmy wkurzeni, bo nie mieliśmy armat. Kto wie, czy lepiej nam nie wychodzą mecze grane pod presją, a dzisiaj jej brakło. Plany na następny sezon są przygotowane. Ulga była większa po meczu z Widzewem. Lepiej dwóch rannych niż jeden zabity
– komentował na gorąco szkoleniowiec Korony.
Trener wziął też w obronę swoich podopiecznych, przypominając, z jakiego pułapu startowali.
Jak kurz opadnie, to inaczej się spojrzy na ten sezon. Zespół, który przez ostatnie 3 lata trzymał się brzytwy, utrzymując się w ekstraklasie, nagle nie zrobi progresu. Ambicje mieliśmy większe, ale nie dam rzucać chłopaków na stos. Nie zasłużyli na to
– powiedział trener.
Co dalej z Koroną? Nadchodzi kadrowa ewolucja
Zakończenie sezonu to automatycznie początek giełdy transferowej i planowania przyszłości. Oprócz bólów głowy wywołanych kontuzjami Dawida Błanika (uraz łydki) i Marcela Pięczka (mięsień czworogłowy), w Kielcach czas na kluczowe decyzje kadrowe. Juć w najbliższą środę trener Zieliński spotka się w tej sprawie z właścicielem klubu, Łukaszem Maciejczykiem.
U nas zapowiada się ewolucja, a nie rewolucja. Trzon zostanie utrzymany. Jestem przekonany, że będziemy mocniejsi
– zapowiada z optymizmem Jacek Zieliński.
Piotr Zych

